Relacja z 11. kolejki ALF (I odsłona) / ZDJĘCIA

20150605-DSC_5627-001Zapraszamy do lektury relacji z 11 kolejki ALF w Nowej Wsi. Zdjęcia autorstwa Adriana Szymalskiego a tekst oczywiście – Paweł Kłaput.

11 kolejka ALF w Nowej Wsi (odsłona I)

Orlik Wieś, New Village Stadium

.06.2015

 

Ultras Kęty – KCP Team 4:6

Dwie najbardziej zasłużone dla ALF firmy  do szlagieru przystąpiły w bardzo skromnych składach. Coż..pod koniec rundy to raczej normalka.

  Początek spotkania należał do muzyków – groźnie uderzył Rafał „Janek” Janosz, a Michał Pietrzykowski w 3 minucie udanie antycypował i po przechwycie na linii „szesnastki”  piłki (fatalne zagranie golkipera Marka Mik), umieścił ja w siatce. „Głupio” stracona bramka podziałała na ultrasów niczym płachta na byka. W 7 minucie szybką kontrę wyprowadził Łukasz Herzyk z Adamem Hawro, ale Wojtek Wiktor nie dał się zaskoczyć. W 13 minucie przy strzale Wojtka Wilka nie miał już jednak szans – piłka uderzyła w wewnętrzną cześć słupka  i wpadła do bramki. Napór kęczan nie ustawał. W 17 minucie trio : Herzyk-Wilk-Hawro zainicjowało szybkie wyjście z własnej połowy i nim muzycy się połapali, akcję sprytnym, niesygnalizowanym uderzeniem..ze „szpica” obok bramkarza, wykończył Hawro. W tej samej minucie Łukasz Herzyk ze środka boiska ponownie wypatrzył dobrze ustawionego na „szesnastce’ Hawrę, zagrał mu ostrą, prostopadłą piłkę z której opanowaniem (mimo asysty rywali)  świetnie wyszkolony rozgrywający, nie miał najmniejszych problemów  i żółto-czerwoni prowadzili już 3:1. W ostatnich pięciu minutach pierwszej osłony nastąpiła reaktywacja KCP Team. Powołany „pod broń” w trybie okolicznościowym Kamil Woźniak (stary KCP Teamowiec  na długi weekend nawiedził rodzinne strony), uderzył mocno i przede wszystkim precyzyjnie, zdobywając kontaktowego gola. W chwilę później „Wózek” mógł doprowadzić do remisu, ale nie udało mu się wykorzystać „setki” (usprawiedliwia  go jednak fakt, że po pierwsze:  dzień wcześniej, nieświadom powołania,  ponoć zawzięcie biesiadował, po drugie: warunki do grania były ciężkie, wręcz tropikalne i po trzecie: „Wózek”  od początku spotkania szarpał jak mógł, stąd  – biorąc pod uwagę wszystkie te wyżej wymienione czynniki  – nie było innej opcji! w końcówce musiał jechać na bezdechu i „oparach”).

Druga połowa zaczęła się od wyrównującego gola Michała Pietrzykowskiego, który po raz kolejny udanie antycypując, przechwycił podanie ultrasów, wdarł się w pole karne i pewnie trafił do bramki Miki (warte podkreślenia jest to, że „żądło” muzyków zaczęło mecz  – takie czasy! – na pozycji.. „ostatniego”, a potem hasało wyżej, ale więcej w środku pola, niż na szpicy).

 W 33 minucie  po ostrej hmm.. wrzutce? strzale?.. z prawej flanki któregoś z muzyków, futbolówkę do własnej bramki wpakował Przemek Krzywdziak (za ten niefortunny wyczyn w pełni zrehabilitował się dwie minuty później, w sporym zamieszaniu podbramkowym wbijając piłkę do siatki..tym razem na całe szczęście.. do siatki rywali).

I był to „łabędzi śpiew” kęczan. Przewaga KCP  Team wzrastała z każdą minutą (dwukrotnie przed szansą podwyższenia wyniku stawał Pietrzykowski, ale za pierwszym razem uprzedził go golkiper Mika, a za drugim „Picza” uderzył minimalnie obok słupka, później świetną okazję  zmarnował Rafał Janosz i jeszcze raz spróbował aktywny jak nigdy Pietrzykowski – „tańcząc zwodami” zakręcił czwórką ultrasów, ale jego efektowna akcja zakończyła się trafieniem w słupek).

Na 10 minut przed końcem meczu Artur Grządziel wykorzystał niefrasobliwość w obronie żółto-czerwonych i uderzeniem z dystansu dał prowadzenie swemu zespołowi, zaś kropkę nad „i” postawił reaktywowany Kamil Woźniak, który po chwilowym „zgonie” w pierwszej połowie znowu był odżył i po firmowej kontrze z  Rafałem Janoszem, ustalił ostatecznie wynik tego spotkania –  ciekawego spotkania trzeba dodać – na 6:4 dla KCP Team.

Bajer –  Niezniszczalni  9:2

Victoria w pojedynku z Ośką zmobilizowała niemal wszystkich niezniszczalnych, bo na protokole pojawiło się trzynaście nazwisk. Bajer z kolei zagrał siódemką i – przynajmniej w tym meczu – potwierdził, że ilość nie oznacza tak do końca jakości.

 W pierwszej połowie padły dwie bramki. Obie dla bajerantów.  Obie autorstwa Mariusza Żurka. W minucie napastnik Bajeru zdecydował się na uderzenie z połowy boiska i opłaciło się, bo choć strzał do najtrudniejszych nie należał, a wręcz łatwiutki był do wyłapania, bramkarz Mariusz Furmański „przyspał” i przepuścił piłkę między nogami (futbolówka „dostojnie” przeturlała się za linie bramkową ku jego, jego kolegów i pewnie samego Żurka, zaskoczeniu). Drugi gol, ten z 9 minuty, był już z zupełnie innej półki (Mariusz przedarł się prawym skrzydłem, uderzył mocno i precyzyjnie, a piłka odbiwszy się od wewnętrznej części słupka wpadła do bramki).

W pierwszej połowie Bajer, mimo, że też dał sobie sporymi momentami narzucić wyluzowany styl gry rywali (mało produktywne „holowanie” piłki, indywidualne akcje, takie na zasadzie: „kto dorwie piłkę, ten jedzie”),  był jednak – nie da się ukryć –  bardziej poukładany. Duet Arek Brońka – Mariusz Żurek w środku pola pogrywał piłką (wprowadzając trochę ładu  w radosną bieganinę obu zespołów) i od czasu do czasu groźnie kontrował, wspólnie z „podpinającymi” się: Michałem Mroczkiem i Kamilem Masem

Tuż po rozpoczynającym drugą odsłonę gwizdku sędziego, Mroczek zagrał długą piłkę do Masa Juniora i Kamil (syn Edwarda) zamienił je na trzecią bramkę dla Bajeru. Zaraz po tej akcji niezniszczalni mieli dwie stuprocentowe szanse na zmianę rezultatu…  napisałem niezniszczalni? Nieprawda! Snajper Artur Harat je miał! Najpierw, gdy po  „zabawie” golkipera Andrzeja Sadlika,  wyłuskał  mu piłkę i z metra nie trafił do pustej bramki (!)  i w chwilkę później, gdy ponownie z najbliższej odległości paskudnie przestrzelił.

Bajeranci takich „numerów” nie robili. Na 4:0 podwyższył Mroczek (po prostopadłym podaniu do Brońki i na :0, ponownie Mroczek (po crossie od drugiego ex solarza, Żurka)

Bajer grał już do końca meczu wyłącznie z kontry i  zdobywał kolejne bramki ( Mariusz Żurek, Kamil Mas, znów Żurek i Mroczek). Niezniszczalni, mimo mizernej gry, miel też swoje szanse, ale Artur Harat tego wieczoru wyraźnie nie siedział na „kopycie” (zmarnował kolejną „setkę” , później uderzył w poprzeczkę  i raz jednak jakimś cudem, znalazł drogę do siatki), Mariusz Bułaś, po rzucie rożnym „główką” nie trafił do „pustej” bramki, zaś  w kilkunastu innych, dobrych sytuacjach, gdy piłka szybowała w światło bramki, świetnie spisywał się Andrzej Sadlik

W 48 minucie drugiego i ostatniego zarazem gola zdobył kapitan Krzysztof Szumowski.

PS Po meczu zawodnicy niezniszczalnych nie kryli rozczarowania i zawodu. „Tragedia..”- podsumował krótko i dosadnie defensor Włodzimierz Gasidło i uśmiechnąwszy się ponuro opuścił New Village Stadium. Nie dziwie mu się .

Na jego miejscu też bym się uśmiechnął ponuro i opuścił New Village Stadium..Może nawet bym zaklął szpetnie?

K3 – Chłopaki z Ośki  3:8

Po ostatniej zaskakującej porażce z niezniszczalnymi Chłopaki z Ośki Kubie Januszykowi już na absencję meczowa nie pozwoliły, więcej , na spotkanie z księgarzami do kadry dokoptowały dawno  nie widzianych w Nowej Wsi: Adriana „Majkiego” Majkucińskiego (ex Bajer) oraz Jacka Urbańskiego z klanu Urbańskich.  I to właśnie Jacek Urbański, wespół z Bartkiem, też Urbańskim, otworzyli wynik  meczu (ten pierwszy idealnie zagrał piłkę, ten drugi, delikatnym, technicznym uderzeniem posłał ją obok bramkarza do siatki). W 10 minucie mogło paść wyrównanie – po błędzie Januszyka piłkę przejął Maciek Szczepańczyk i nieatakowany przez nikogo oddał strzał, tak jednak anemiczny, że nawet tak awaryjny (trzeci czy nawet czwarty w ośkowej hierarchii), bramkarz Radek Oczko nie miał z nim najmniejszych problemów. W 12 minucie Jacek Urbański wyprowadził z własnej połowy szybką kontrę, zagrał do „Majkiego” i było 2:0 dla keczan. W chwilę później na księgarzy spadł kolejny cios po celnym trafieniu Sebastiana Zająca. Sytuacja zaczęła niebezpiecznie przypominać tą z ubiegłego tygodnia, z kiepskiego pojedynku z KCP Team, stąd trudno się było dziwić wyraźnej i ekspresyjnej irytacji, kapitana K3, Michała Wysoglada względem kolegów z zespołu.

W 21 minucie swoją drugą świetną sytuację zmarnował Maciek Szczepańczyk – po wyjściu  z piłką, w duecie z Jakubem Hinzem, „Kudłaty” oddał.. no właśnie.. oddał?..strzał to raczej nie był  więc – wróć! – po wyjściu z piłką w duecie z Jakubem Hinzem „Kudłaty” podał piłkę bramkarzowi Ośki (w chwilę później miał okazję do rehabilitacji  – niestety, futbolówka po jego efektownym „szczupaku” i uderzeniu głową minęła bramkę rywali o centymetry).Chłopaki z Ośki swoją kontrę – marne to pewnie pocieszenie – też zmarnowały, ale w zdecydowanie lepszym stylu, bo Majkuciński, po wymianie szybkich piłek z Przemkiem Śleziakiem,  trafił w słupek.

W 2 minucie fatalnie przyspała obrona K3 i nieobstawiony  Bartek Urbański bez najmniejszych problemów podwyższył wynik na 4:0.

Druga odsłona zaczęła się pod wyraźne dyktando Chłopaków z Ośki. W 32 minucie meczu Jacek Urbański po ładnej, zespołowej akcji strzelił piątą bramkę, a w kilka minut później Sebastian Zając zdecydował się na zaskakujący strzał zza.. swojej(!) połowy boiska i zdobył kolejną bramkę (nie dość, że obrońcy K3 zasłonili  swemu golkiperowi pole widzenia, to jeszcze piłka paskudnie skozłowała przed nosem interweniującego Wysogląda).W chwilę później kapitan księgarzy, po „klepanej” akcji Ośki, uratował swój zespól od utraty kolejnej bramki (może dlatego, że tym razem defensorzy widoku mu nie zasłaniali?).

Przy stanie 6:0 dla kęczan czarne koszule  wreszcie się odblokowały Adam Jura z połowy boiska posłał świetną, prostopadłą piłkę do Wacka Farona, a ten uwolniwszy się od swojego „anioła-stróża”, kopnał ją obok bramkarza Ośki. W 40 minucie Faron uderzył potężnie z wolnego prostym podbiciem i księgarze mieli już dwa oczka.. Trzecie oczko, także autorstwa Wacka, a konkretnie jego podudzi (wepchnął nimi piłkę do siatki po zagraniu z „rogu”) zaistniało w 39 minucie. Ten dobry okres czarnych koszul (pewnie nieśmiało  zaczęła się im tlić nadzieja na dogonienie rywala) „ brutalnie” przerwał Przemek „Bako” Śleziak strzelając siódma bramkę (po jej zdobyciu, widać w pełni usatysfakcjonowany, zmienił Radka Oczkę na bramce).

Na 8 minut przed końcem spotkania dobrą okazję do zmiany rezultatu miał Piotrek Mąsior – sędzia odgwizdał rzut wolny tuż przed linią „szesnastki” z prawej strony boiska (dla „lewusa” jakim jest Piotrek, było to miejsce wymarzone).Etatowy egzekutor rzutów wolnych podszedł do piłki, uderzył w swoim stylu.. i piłka pewnie wpadłaby po długim rogu  do siatki, gdyby nie przytomna interwencja Kuby Januszyka (defensor Ośki wybił ją głową w pole).

W46 minucie Adrian Majkuciński z kontry ograł bramkarza K3 i ustalił ostatecznie wynik meczu na 8:3.

Ostatecznie, bo mający po tym golu znakomite sytuacje: Januszyk z Ośki i Faron z księgarzy swoich szans nie wykorzystali.

Paweł Kłaput / foto: Adrian „Kudłaty” Szymalski

szczegółowe tabele, wyniki i strzelcy bramek znajdują się na:  www.alf.futbolowo.pl

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Ciekawostki, Inne, Społeczne, Sportowe i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Czas na wpisanie wyniku operacji minął. Proszę przeładować CAPTCHA za pomocą ikonki (strzałki).

*