Relacja i zdjęcia z 4 kolejki ALF w Nowej Wsi

DSC_5084Zapraszamy do lektury relacji z 4 kolejki ALF w Nowej Wsi autorstwa Pawła Kłaputa. Zdjęcia wykonał Adrian Szymalski.

 

4 kolejka ALF

Orlik Nowa wieś, New Village Stadium

16.04.2015

Andrychów FC – K3  2:1

Księgarze w temacie „Nowowiejski blitzkrieg AFC” lekturę przerobili solidnie. Szkoda tylko, że nie doczytali ostatniej strony.. (a może tej ostatniej, najważniejszej kartki z instrukcją dotyczącą 49 i 50 minuty meczu tam najzwyczajniej nie było?).

Swoją grę z andrychowianami K3 oparło na mocnej, konsekwentnej grze w tyłach (asekuracja, przekazywanie sobie zawodników, pressing przed „szesnastym metrem”), rogalach Piotrka Mąsiora i jedynym zawodniku na szpicy, szybkim Wacku Faronie. Do przerwy ta taktyka przyniosła rewelacyjny efekt. Andrychowski beniaminek miał  co prawda optyczną przewagę i stwarzał sobie sporo dobrych sytuacji strzeleckich , ale tym razem Kamil „Gandi”  Gondko i Michał Kubacka nie byli już tak skuteczni jak w poprzednich meczach, a ponadto mieli przeciwko sobie fantastycznie usposobionego bramkarza Michała Wysogląda oraz  blokujących niemal każde ich ostatnie dogranie, defensorów K3. W 20 minucie spotkania  księgarze, wykorzystując ofensywne „zagapienie” rywali  wyprowadzili  „klepaną” kontrę (Mąsior-Faron), która wykończył Przemek Łata i sensacyjne 1:0 dla K3 stało się faktem ! (w chwilę później czarne koszule mogły prowadzić już2:0,  ale „lob” Przemka Gałuszki był mało precyzyjny). Andrychowianie w końcówce pierwszej odsłony rzucili się do odrabiania strat i mocno przycisnęli (bramkarz Darek Siwek, w swoim stylu, podchodził do grania z kolegami pod środek boiska, a nawet ja przekraczał), konkretniejszych efektów to jednak nie przyniosło.

Druga połowa zaczęła się od ..najszybszej bramki w lidze. Grzesiek  „Nalef” Cholewka ze wznowienia posłał piłkę do Gondki, a ten, przełamawszy  wreszcie strzelecką niemoc,  umieścił ją  – w 7 sekundzie! – w siatce rywali. W 31 minucie Mąsior, z rzutu rożnego, zakręcił niesamowitego „rogala”, jednak piłka uderzywszy w wewnętrzna cześć „dłuższego słupka”.. wyszła w pole. W odpowiedzi Witold Młocek trafił z dystansu w słupek, a „Gandi” przegrał kolejny pojedynek „sam na sam” z Wysoglądem.  Końcówka meczu była niezwykle dramatyczna. Żółtą kartkę zarobił Mateusz „Majki” Pawiński i zawodnikom K3, przez dwie, długie minuty, przyszło radzić sobie w osłabieniu. I właśnie grając w osłabieniu, w przedostatniej minucie meczu, księgarze wywalczyli sobie rzut wolny, tuż sprzed linii „szesnastki”. Do piłki podszedł etatowy egzekutor (Szanowna Pani Małżonko! egzekutor..nie weteran!) Piotrek Mąsior i kolejnym kapitalnym „rogalem”  posłał ją w same „widełki” bramki AFC. Niestety.. piłka zawisła w „widełkach”  i ..wróciła do ! Pech? Fatum? A może nie lubią księgarzy w niebiosach ?!? i jakby tego było mało, zaraz po tej „widełkowej akcji”, andrychowianie wyprowadzili  w odwecie szybką kontrę, zakończoną celnym i cennym – takim na wagę trzech punktów – trafieniem autorstwa Witolda Młocka.

Zwycięzcom należy pogratulować, bo jak krótko podsumował kapitan Nalef, „ zerwali się ze stryczka”, księgarzom można współczuć.. mocno współczuć, bo to nie pierwsze spotkanie, które przegrywają w tak paskudnych okolicznościach..

PS  a nie mówiłem, że futbol jest okrutny?

 

Ultras Kęty – Oldboys Beskid Andrychow  8:3

W meczach oldbojów, gdy  iskrzyć zaczyna w końcówce pierwszej połowy albo na początku drugiej, jest nadzieja, że pożar nie zdąży rozgorzeć na dobre i wszystko zakończy się  w m i a r ę  szczęśliwie. W meczu z ultrasami po raz pierwszy zaiskrzyło w 7 minucie..  i to był mało optymistyczny symptom..

W 8 minucie, kapitan kęczan, Bogumił Olesiak, tuż zza linii środkowej, popisał się atomowym uderzenie, po którym piłka po raz pierwszy ugrzęzła w siatce andrychowian (koledzy z pola mieli pretensje do bramkarza Żydka, bo futbolówka, pozornie bez żadnej rotacji, spadła mu za ”kołnierz”, ale nie mieli racji – z mojej perspektywy można było wyraźnie widzieć jak niesamowita była parabola jej lotu, jak poszybowała w górę i jak  niespodziewanie opadła). W 9 minucie było już 2:0 po golu Mateusza „Żurawia” Musiała. W chwilę później doszło do bezpardonowego  wejście Olesiaka w jednego z rywali i to podniosło radykalnie tak już wysoką temperaturę nastrojów (teraz niemal każde  wejście w fizyczny kontakt z przeciwnikiem odbywało się na granicy faulu albo kończyło się faulem). W 15 minucie Zbyszek Polak zdobył kontaktowego gola, ale trafienie Łukasza Herzyka w końcówce pierwszej połowy pozwoliło żółto-czerwonym ponownie uciec na dwubramkowy dystans.

Druga odsłona zaczęła się od mocnego wejścia ultrasów ( bramki dobrze dysponowanego Musiała i Herzyka).  Niestety w ferworze brutalnej walki „łokieć w łokieć”, powracającemu do gry (po czterech meczach kary) Wojtkowi Wilkowi, puściły znowu nerwy i niecenzuralny epitet z bardzo niedobrym akcentem zaowocował czerwonym kartonikiem (i kolejnym, tym razem  t y l k o jedno meczowym, wykluczeniem). Gwoli sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że pomocnik kęczan, choć sam nie aniołek, był systematycznie prowokowany przez rywali, a szczególnie przez jednego wytrawnego speca od takich zaczepek oraz siateczek, prezesa Mizerę Zygmunta (w chwilę później filigranowy prezes, mieczem wojując, sam od miecza  zginął – po ostrym wejściu obrońcy ultrasóww kostkę, opuścił plac gry i to – szczęście w nieszczęściu –  z dużym prawdopodobieństwem pozwoliło mu uniknąć czerwonego kartonika, bo u sędziego za „pyskówki” miał już mocno nagrabione).

Wilk na aucie, Mizera też, ale kilku nie mniej pobudzonych zawodników jeszcze się na boisku  ostało, stąd  „festiwal”  fauli, udawanych fauli, wzajemnego „podszczypywania” się i słownych utarczek trwał cały czas . W pewnym momencie sytuacja stała się na tyle niepokojąca, że –nie było wyjścia – chcąc uniknąć „ bitwy pod Grunwaldem”  (takiej na miarę sławetnego pojedynku Bajeru z D-Formacją) zmuszony byłem wtargnąć na murawę i przywołać krewkich piłkarzy do  schłodzenia emocji. Trochę pewnie poskutkowało, bo – cud alfowy! –  w jednej z najostrzejszych konfrontacji w dziejach Ligi nikt (poza Mizerą i Wilkiem, ale to detal) nie ucierpiał. Ani na zdrowiu, ani na protokole.

Ostatecznie mecz zakończył się pewnym  zwycięstwem Ultras Kęty 8:3  (świetna skutecznością – 4 bramki – wykazał się ich nowy nabytek Łukasz Herzyk, który  zamiast awanturować się, wolał strzelać bramki).

Kojoty – Mistrzowie Osiedla  6:4

Nie ma co ukrywać: sytuacja kadrowa beniaminka jest kiepska, a to dopiero początek sezonu! Na mecz z zespołem kojotów stawiło się zaledwie sześciu osiedlowców.  Mimo tak niekorzystnych okoliczności andrychowianie nie zamierzali tanio sprzedawać skóry – ba! – dwukrotnie, w piątej i szóstej minucie –  skutecznie  „użądlili” faworyta (bramki: Mariusza Młynarczyka i Sławomira Kęsiaka). Kojoty szybko  zabrały się do odrabiania niespodziewanych strat – najpierw z rzutu wolnego kontaktowego gola zdobył Janek Królicki, do  wyrównanie  też z wolnego  – po sprytnym rozegraniu – doprowadził  Mateusz „Kalosz” Kurec, trzecią bramkę po indywidualnej akcji zaliczył Mateusz Majda, a czwarte „oczko” należało znowu do Kurca, (po efektownej kontrze  na „jeden kontakt” z Królickim).

Sytuacja beniaminka stała się w tym momencie nie do pozazdroszczenia. A już w ogóle fatalna zrobiła się na początku drugiej odsłony gdy za  drugi, żółty kartonik, a w konsekwencji czerwony za permanentne krytykowanie orzeczeń sędziego, zszedł z boiska „recydywista” Damian Jaskólski ( minutę wcześniej, widząc co sie święci, syknąłem mu, żeby „ochudnął”, ale on, młody..gorąca krew..nie posłuchał).

Mimo przewagi jednego zawodnika obraz gry specjalnie nie zmienił  się.  Stado, owszem,  dominowało, ale grało ślamazarnie, bez pomysłu i przede wszystkim nagminnie przegrywało pojedynki „sam na sam”  z bramkarzem Andrzejem Mikołajko (najlepszy zawodnik meczu!). W 32 minucie  Arek Orlicki zdobył piątą bramkę i wydawało się, że teraz – mimo tych kojocich męk –  już jest po meczu, ale nie!  Do siatki trafił wyróżniający się w tym meczu Kęsiak i jeszcze raz wlał wątłą nadzieję w serca kolegów. W chwilę później tą nadzieję mógł ostatecznie pogrzebać kapitan pomarańczowych, Adrian Pękala – mógł, gdyby tylko, po świetnym zagraniu od Pawła Puchały, wykorzystał swoją „dwusetkę”. Nie wykorzystał, a że niewykorzystane sytuacje – ble..ble..ble.. –  mszczą się, więc osiedlowiec Mirosław Sołtysiak  strzelił kontaktową bramkę i strachu co niemiara w końcówce meczu kojotom narobił. Na szczęście  dobrze nastawionym celownikiem dysponował tego wieczoru obrońca Kurec i i jego szósta bramka przypieczętowała – wymęczony, bo wymęczony, ale jednak –  sukces stada.

Post scriptum:

Kojoty: Ferri wróć!

Mistrzowie Osiedla:  brawa za heroiczną walkę!

 

17.04.2015

 

Bajer- KCP Team  2:10

Przewaga mistrzów ALF  od początku spotkania nie podlegała dyskusji i w związku z tym boiskowych emocji było jak na lekarstwo. Muzycy do przerwy przećwiczyli sobie kilka wariantów na zdobycie bramek ( z granej na „szybką klepkę” kontry, z indywidualnej akcji, z ataku pozycyjnego). Niektóre wychodziły lepiej, niektóre gorzej, ale do zdobycia pięciu „oczek” wystarczyły.

W drugiej połowie KCP Team nie odpuściło, choć – nie czarujmy się! – grało na średnich obrotach. Z racji dość kiepskiej sytuacji kadrowej musiało dokonać też kilku radykalnych posunięć w boiskowym ustawieniu – i tak na przykład  Michał Pietrzykowski, kultowe od lat „żądło” muzyków, tym razem większość meczu spędziło na pozycji ..defensora, co z kolei pozwoliło „pełną piersią” rozbujać się i „eksplodować” grającym w ataku,  Kubie Migdałkowi i Arturowi Grządzielowi.

Bajeranci  (poza pracowitym Żurkiem) zagrali w tym meczu dość przeciętnie, ale taki to już urok bajerantów. Świetne mecze przeplatają kiepskimi. W drugiej połowie chodziło im już chyba  wyłącznie o niedopuszczenie do dwucyfrówki. Nie udało się. Ale zerowego konta po swojej stronie  uniknęli. Bramki Mateusza Gąsiorka i Mateusza Żurka delikatnie podretuszowały  wysoką porażkę.

 

Wlatcy Stadionuf – Chłopaki z Ośki  8:4

Oba zespoły  różniło wiele, łączyło jedno – sromotny łomot od AFC. Oba zatem chciały się odkuć za wpadki.  Odkuwać pierwsza zaczęła się Ośka. W 5 minucie do bramki kotłów trafił  Sebastian Blachura. Rywal, czujny do bólu, odpowiedział niemal  natychmiast golem Pawła „Serka” Seratowicza, i – niejako na dokładkę – Wojtka Zacnego. W 11 minicie Kamil Kaperczyk strzelił kolejną –  po Mąsiorze z K3 i Olesiaku z Ultras Kęty  –  bramkę z cyklu: stadiony świata. Defensor włatcuf stadionuf zobaczywszy kątem oka, że golkiper Ośki jest nieco wysunięty przed bramkę, kropnął ze swojej połowy  z prostego podbicia (kropnął! nie lobował!) do bramki Ośki i zaliczył cudownego gola. W 19 minucie znowu pokazał się Blachura ( bramka na 2:3), ale w ostatniej akcji pierwszej odsłony, siedzący-na-kopycie Kasperczyk, z rzutu wolnego, ponownie pokonał Dawida Śleziaka.

Druga połowa zaczęła się od dynamicznych ataków Chłopaków z Ośki (stuprocentową sytuację zaprzepaścił Adam Wojnar , a w  chwilę później, po rogu, jeden z zawodników kęckiego zespołu z główki trafił w spojenie bramki). W 32 minucie dynamiczny Seratowicz w środkowym sektorze boiska wygrał biegowy pojedynek „barkw bark” z Kubą Januszykiem ( rzecz absolutnie unikatowa!) i z dalszej odległości zaskoczył bramkarza Ośki. Włatcy, idąc za ciosem , zdobyli kolejnego gola ( 6:2); tym razem kontrę Rafała Makowskiego i Kasperczyka wykończył kapitan Artur Legień. W 42 minucie, niezawodny do tego momentu golkiper Mateusz „Bono” Gawęda popełnił prosty błąd (wykop piłki przyblokował mu Januszyk, a  ”nabita”  piłka wpadła do siatki) i zrobiło się 6:3. W 43 minucie Legień, na dziwnych, niesamowicie zwolnionych obrotach, wymanewrował Śleziaka i sobie tylko wiadomym sposobem wepchnął piłkę do bramki ( obserwatorzy nie mogli wyjść z podziwu co do  konstrukcji tej niecodziennej i nieco improwizowanej akcji!).

Kropkę nad „i” postawił Wojtek Zacny i gdy wydawało się, że  ten pojedynek zakończy się wynikiem 8:3, nieoczekiwanie doszło do gorącej, okraszanej niecenzuralnymi ozdobnikami, wymiany zdań pomiędzy przebywającym na murawie kotłem  Przemysławem Tomiczykiem , a  odpoczywającym poza nią, też kotłem, Marcinem  Koptą, za którą to wymianę, arbiter podyktował rzut wolny pośredni dla Ośki, a Kuba Januszyk zamienił go na bramkę.

Po meczu Dawid Śleziak  podszedł do mnie i  abstrahując chyba od końcowego wyniku,  stwierdził:” z dresem nikt nie wygra!”.  Przesłanie uważam za otwarte. Do wszelkiej polemiki.

Aktualizacja! Dawid doinformował mnie , że jego pełna wypowiedź brzmiała tak: „z  dresem   w  b r a m c e   nikt nie wygra!” I o ile  „Serek” Seratowicz (który w jednym z bezpośrednich, ostrych  starć  mocno podniósł ciśnienie golkiperowi Ośki i po meczu go za to przeprosił), od biedy mógłby się z tym stwierdzeniem – w tym konkretnym kontekście – zgodzić, o tyle reszta włatcuf, patrząc na końcowy wynik, pewnie niekoniecznie.

Zatem przesłanie dalej uważam za otwarte. Do wszelkiej polemiki. Ale jeżeli już to tylko w komentarzach.

Desperado Team – Niezniszczalni  5:7

Mecz z rzędu tych za „podwójne punkty” czyli  o ucieczkę  z głębokiego dna tabeli. Przed meczem  w gorszej sytuacji wydawali się być niezniszczalni ( kapitan Krzysztof Szumowski, wkurzony i poirytowany nie na żarty, narzekał na  frekwencję swego zespołu, Desperado  – cisza w temacie! – nie narzekali.

Początkowo,  boiskowa rzeczywistość zdawała się potwierdzać te przypuszczenia. W 8 minucie Piotr Adamus zdobył pierwszą bramkę dla Desperado Team, a w chwilę później Wojtek Wrona, drugą. I nic nie wskazywało, by ten trend miał się zmienić (ataki niebieskich, sunęły raz za razem, a nawoływania do kolegów, Adriana „Kudłatego” Szymalskiego: „panowie walczymy ! oni są do ogrania..” skwitowali pobłażliwym uśmieszkiem). Ale w piłce wszystko jest możliwe. W 20 minucie kontaktowego gola zdobył kapitan Szumowski, a chwilę później po raz pierwszy, ale nie ostatni w tym meczu, pokazał się znany z występów w Czarnej Mambie, Amadeusz Pasieka. Końcówka pierwszej połowy w wykonaniu niezniszczalnych była miażdżąca – w 24 minucie znowu trafił „Amadeo”, a w 25 Artur Gasidło.

W 28 minucie Pasieka po raz trzeci trafił do siatki i niezniszczalni wyszli na prowadzenie 5:2.Gdy dwie minuty po nim, na listę strzelców wpisał się Łukasz Żmudka, zaczęło pachnieć pogromem..

Desperados Team też  to chyba poczuli, bo w końcu zaczęli grać jak na początku meczu.  I to od razu przyniosło efekt – bramki, po uderzenie z ostrego kąta Dariusza Ruska oraz  główce kapitana Tomasza Harężlaka, ożywiły widowisko, a piłkarskie „k…. mać”, niewątpliwie podkreślające jego ekspresję i dynamikę,  sypały się gęstym strumieniem  z obu stron. W 46 minucie Adamus trafił do bramki po raz drugi i przewaga niezniszczalnych stopniała już do jednego „oczka”. Bohaterem ostatniej akcji okazał się Damian Dwornik, znany  z tego, że może stać na bramce, hasać w polu, robić szpagaty, niekonwencjonalnie komentować zagrania kolegów i sędziów. Jego dobitka przesądziła o losach meczy, a gdy ja, na moment zawahałem się jakie nazwisko zapisać na kartce, z daleka usłyszałem: „Dwornik panowie!..”

A ja bym dodał:  Dwornik bohater!

Paweł Kłaput / foto: Adrian”Kudłaty” Szymalski

GALERIA ZDJĘĆ:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Inne, Społeczne, Sportowe, Urzędowe i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Czas na wpisanie wyniku operacji minął. Proszę przeładować CAPTCHA za pomocą ikonki (strzałki).

*