Ostatnia kolejka wiosennej rundy ALF (ZDJĘCIA)

LOGO ALFRelacja z ostatniej kolejki wiosennej rundy ALF w Nowej Wsi. Zapraszamy!

Ostatnia kolejka  wiosennej rundy ALF

 

20.06.2013

Beskid Andrychów – Bajer  2:6

Andrychowianom w obu wcześniejszych (wygranych 4:3) pojedynkach z bajerantami szło jak po grudzie więc można było w ciemno obstawiać, że i tym razem nie będzie lekko, a być może będzie jeszcze ciężej, bo ekipa Masów prezentuje się ostatnio znakomicie. Bajer zaczął mecz w ustawieniu z wysuniętym na „szpicy” Janem Królickim  i Mateuszem Gąsiorkiem w defensywie, Beskid, z podchodzącym wysoko do przodu, nominalnym defensorem, Sebastianem Pilarskim. Bramki długo nie padały, co nie znaczy, że z boiska wiało nudą. Nie! Oba zespoły – owszem –  grały czujnie i nad wyraz ostrożnie, ale gdy tylko pojawiała się okazja przyśpieszały i włączały „drugi bieg” (w roli biegów najczęściej: Jan Królicki i Zyga Mizera). W 16 minucie, do znakomitego, krosowego podania z głębi własnego pola doszedł Marcin Blok i lobem – po raz pierwszy, ale nie ostatni w tym meczu – pokonał bramkarza Wieśka Rusinka. Minutę później był już remis (Mizera sprytnie kopnął piłką z pierwszego uderzenia między nogami interweniującego Krzyśka „Kuli” Handzlika). Pod koniec pierwszej połowy znowu przypomniał się Blok; mocno uderzył, a piłka odbijając się od Józefa Ryłki zmyliła bramkarza andrychowian i wpadła do siatki. Po przerwie, w 29 minucie, Blok wykorzystał błąd obrony Beskidu i technicznym, kręconym strzałem zdobył kolejnego gola. Przewaga bajerantów stawała się coraz wyraźniejsza. W 33 minucie w dwójkowej kontrze Blok i Królicki rozklepali defensywę andrychowian i na tablicy było już 4:1. Taka sytuacja wprowadziła tradycyjnie sporą nerwowość w szeregach oldbojów ( w przerwie, w wąskim gronie obserwatorów, zwracaliśmy uwagę na w miarę czystą grę, ale przestrzegaliśmy też przed hurraoptymizmem; w każdej chwili, jedna, drobna iskra mogła to pokojowe status quo obrócić w perzynę). I taka jedna, drobna iskra pojawiła się w 36 minucie. Ostre starcie kapitana andrychowian Andrzeja Górala z Kamilem Juniorem Masem sprawiło, że w obu drużynach zawrzało i..„wszyscy obrócili się przeciw wszystkim..pomocnik obrócił się przeciw pomocnikowi..napastnik przeciw napastnikowi”, a najbardziej przeciwko sobie obróciły się ławki zmienników, które niemal równocześnie wystartowały ku środkowej „linii demarkacyjnej” (ale jej nie przekroczyły). Z tej groźnie wyglądającej burzy, deszczu (kartek czy wykluczeń) na szczęście nie było i gdy na boisku zapanował względny spokój, Beskidu nie mając już nic do stracenia, skoncentrowali się wyłącznie na sportowym aspekcie pojedynku, ruszyli do przodu całą ławą i w chwilę później (po zagraniu z rogu Ryłki i celnym strzale Zygi Mizery) mogli cieszyć się zdobyciem drugiej bramki, prolongującej nadzieje na zmianę sytuacji. A tam gdzie jest nadzieja, zawsze pojawia się golkiper Rusinek – nie inaczej było tym razem. Wiesiek Rusinek, chcąc wzmocnić siłę ofensywnego ognia kolegów, zabrał się z piłką z własnej połowy, minął linię środkową i tu..w prosty sposób nadział się na Adriana Majkucińskiego. Popularny „Majki” samotnie pognał pod pustą bramkę rywali i – być może – chcąc stać się jeszcze bardziej popularny zatrzymał się na „piątce”, zaczekał na nadbiegającego z oddali obrońcę, po czym podjął działanie mają cena celu ośmieszenie go przez tzw. związanie nóg „w supeł” (dopiero po tak spektakularnym akcie, chciał posłać piłkę do siatki). Próba skopiowania wyczynu słynnego Brazylijczyka Garrinchy skończyła się niestety dla pomocnika Bajeru..fatalną wpadką. Łukasz Lachendro nie dał się nabrać na standardowy zwód „Majkiego” z odciągnięciem piłki i piłkę „Majkiemu” wybił.. Co się działo w szeregach bajerantów? Nie będę mówił. Na swoje szczęście Majkucińskiemu szybko udało się zrehabilitować  i „zmazać plamę” – w 44 minucie, pięknym lobem, z niemal połowy boiska, nie dał najmniejszych szans bramkarzowi rywali. Andrychowianie do końca walczyli – już nie tyle o punkty, co o zmianę rezultatu – mieszali w „szesnastce”, przedzierali się, oddawali strzały..cóż z tego, skoro wszystkie – jak magnes – ściągał na siebie znakomicie dysponowany Krzysiek Handzlik. Na dwie minuty przed końcem pojedynku na uderzenie z dystansu zdecydował się Marcin Blok, piłka odbiła się od głowy Grzegorza Mizery i.. w myśl powiedzenia: „biednemu i wiatr w oczy”, wpadła do bramki. To był ostatni akcent tego dobrego i emocjonującego widowiska.

Wyróżnili się – w Bajerze Marcin Blok, Krzysiek Handzlik, Jan Królicki, Mateusz Gąsiorek i – mimo w pewnym momencie przerostu formy nad treścią – Adrian Majkuciński; w Beskidzie Zygmunt Mizera, Grzegorz Mizera i Sebastian Pilarski.

Bianconerri – Kojoty  3:3

Mecz dwóch zespołów, które ostatnimi czasy wyszły „spod kreski” i które to wyjście koniecznie chciały kontynuować.  A tam gdzie dwóch się bije – nie..nie.. nie trzeci korzysta  – gdzie dwóch się bije tam pada remis. Zebry zremisowały z Kojoty 3:3. Pierwsza połowa  to wyraźna przewaga zespołu Mariusza Bułasia i dwie bramki, coraz lepiej radzącego sobie w ALF, Mateusza Nycza. Druga połowa i gol Piotrka Gwoździa, tuż po wznowieniu gry. Stado łapie kontakt, ale na krótko – poważny błąd komunikacyjny między bramkarzem kojotów, a jednym z obrońców powoduje, że Nyczowi, udaje się sprytną  „główka” uprzedzić ich interwencję i po raz trzeci umieścić piłkę w siatce. W szeregach bianconerrich pojawia się spóźniony Mateusz Królicki i w tym momencie – tak mogłoby się wydawać – szanse kojotów na ugranie czegokolwiek maleją do minimum. A jednak nie.. Dwójkowa kontra Podlesian: Mateusza”Kalosza” Kurca i Kuby Gawła kończy się bramką, a w chwilę później najlepszy snajper stada (Kuba Gaweł) sam dokonuje „egzekucji” i doprowadza do remisu 3:3. Końcowe minuty meczu gwałtownie podnoszą temperaturę. Sportową temperaturę, bo mamy i groźną kontrę duetu Gaweł-Pękala i – w przedostatniej minucie – indywidualną akcję Królickiego, a w ostatniej, efektowny rajd (niemal przez całe boisko) kojota Grzegorza Witkowskiego, niestety dla niego, ze zblokowanym strzałem.

PS kapitan  bianconerrich, Mariusz Bułaś, znowu pokazał sportowy i.. globtroterski charakter; w południe bronił pracę na uczelni jednego z miast Warmii i Mazur, po południu widziano go już mknącego przez  stolicę na południe, a o 19.00 „zwarty, gotowy i zjednoczony” zameldował się na New Stadium.

Wyróżnili się –  w Bianconerri  Mateusz Nycz, Mariusz Bułaś i  Kamil Baścik; w Kojotach: Jakub Gaweł i Grzegorz Witkowski.

Śródmieście – FC Sąsiedzi  7:3

Śródmieście z dwoma rezerwowymi, Sąsiedzi bez. Jaki to był mecz? Bez wątpienia z pierwszoplanową rolą aktywnego Łukasza Kruka, który po kilku słabszych występach „odblokował” się i zaczął strzelać bramki (tak na marginesie: mógł ich zdobyć znacznie więcej!). Miastowi, już po pierwszym kwadransie gry prowadzili 2:0, później jednak nieco spasowali i FCS dwukrotnie łapało kontakt z przeciwnikiem (1:2 i 2:3) – był nawet taki moment kiedy za sprawą Kamila Leśniaka sąsiedzi mocno przycisnęli, ale co z tego, skoro dobrych sytuacji bramkowych nie potrafili wykorzystać. W drugiej odsłonie powietrze z ekipy Krzysztofa Szumowskiego wyraźnie uszło i mimo, że bramkarz Mariusz Furmański robił co mógł (kilkakrotnie zwycięsko wyszedł z pojedynków „sam na sam” z Krukiem, choć prawdę powiedziawszy, więcej w tym zasługi Kruka niż jego, bo snajper Śródmieścia z uporem maniaka tłukł piłką prosto w niego), pewnych rzeczy (utrata bramek) nie dało się uniknąć. Worek rozwiązał się w okolicach32 minuty , a potem już było z górki. Dla miastowych. Końcowy rezultat oddaje uczciwie układ sił w tym – średniej klasy – pojedynku.

Wyróżnili się  –  w Śródmieściu Łukasz Kruk, Radek Klebański, Dawid Wróbel i Przemek Sroczyński; w FCS Mariusz Furmański i Kamil Leśniak.

21.06.2013

Ultras Kęty – Włatcy Stadionuf  7:5

Gdy  w 2 minucie, po rzucie rożnym, Szymon Makowski wpakował sobie niefortunnie piłkę do własnej bramki, obok zaskoczonego bramkarza Mateusza Gawędy, kapitan ultrasów pozwolił sobie na złośliwy (bardzo!) komentarz pod adresem tego ostatniego i to zupełnie niepotrzebnie podniosło atmosferę oraz wywołało działania odwetowe (pierwsza ich ofiarą padł – Bogu ducha winny – bramkarz kęczan, Kamil Pietras), a sam mecz stał się ostry i nerwowy. Włatcy Stadionuf grali z niesamowitym zaangażowaniem i determinacją, widać było, że strasznie zależy im na przerwaniu fatalnej passy  w dotychczasowej historii pojedynków z ultrasami. Szybkie wyrównanie (Szymon Grabski) tylko dodało im skrzydeł. Mistrz ALF nie dał się jednak sprowokować do „wymiany ciosu za cios”, za to cofnięty na własnej połowie konsekwentnie i skutecznie punktował (bramki z kontr: Przemka Krzywdziaka oraz Mateusza Surmy i 3:1 na tablicy). Kotłów, niewygodna taktyka rywala i przede wszystkim fatalny wynik, nie zraził; cały czas próbowały atakować i narzucać tempo; z początku bez efektu (dwóch „setek” nie wykorzystał Kamil Kasperczyk) ale później już tak (honor brzeszczańskiego zaciągu uratował Marcin „Gumiś”  Gumulak , który strzelił bramkę po długim, krosowym podaniu od Rafała Ramendy). W 14 minucie sam Kamil zmazał winy – piekielnie mocnym strzałem z rzutu wolnego nie dał szans Pietrasowi.3:3 takim wynikiem (dość niespodziewanym, aczkolwiek zasłużonym) kończy się pierwsza połowa. W drugiej odsłonie, chyba nieco podrażnieni postawa włatcuf, kęczanie przyśpieszyli i na efekty nie trzeba było długo czekać. Po prawdziwym hokejowym zamku, Dominik Nycz wyprowadza swój zespół na prowadzenie. W chwilę później mogła paść kolejna bramka, ale rewelacyjna, intuicyjna interwencja Gawędy (rozgrywał życiowe zawody!) po klepkowym rozegraniu ultrasów, chroni włatcuf przed jej utratą. Nic za to nie mogło uchronić włatcuf   po potężnym strzale z 32 minuty, „z kozła” w samo okienko w wykonaniu Dominika Nycza oraz rzucie wolnym autorstwa tego samego zawodnika (piłka wpadła do siatki po rykoszecie). 6:3 i koniec emocji?  Gdzie tam..W 42 minucie latynoska piętką ślicznego gola zdobywa Artur Legień (zapewne dedykował go najmłodszej kibicce włatcuf), a w chwilę później po kontrze „brzeszczańskich legionistów”, Kasperczyka i Gumulaka, pada bramka kontaktowa. W nerwowej końcówce zazwyczaj spokojny Adam Hawro wylatuje na dwie minuty za faul, a oba zespoły maja swoje szanse. Wykorzystuje je (ją) tylko jeden. Konkretnie Ultras Kęty. Wojtek Wilk, niemal z połowy boiska, decyduje się na samotną szarżę okraszoną serią zwodów i zakończoną strzałem. Golkiper kotłów co prawda broni uderzenie, ale przy dobitce Przemka Krzywdziaka jest już bez szans.

Wyróżnili się – w Ultras Kęty Dominik Nycz, Mateusz Surma, Adam Hawro i Wojtek Wilk; w kotłach Mateusz Gawęda, Rafał Ramenda i Tomek Gębołyś.

KCP Team – K3  8:0

Księgarze mieli ogromne problemy ze skompletowaniem podstawowego składu, muzycy też, ale u nich potencjał, bez względu w jakim zestawie by nie występowali jest i tak większy. W 3 minucie po prostopadłym podaniu od Michała Pietrzykowskiego zastępujący (całkiem zresztą udanie nieobecnych: Tomka Biesa i Mateusza Gębołysia)  Kamil „Wuzek” Woźniak  „objechał” bramkarza Michała Wysogląda i zdobył pierwszą bramkę dla KCP Team. W 9 minucie, po „rozklepaniu” bramkę zaliczył Rafał „Janek” Janosz. Ten sam zawodnik zdobył gola po strzale z dystansu. Niewątpliwie najciekawszą bramkę (nr4), z asystą bramkarza Wojtka Wiktora zdobył Woźniak. Długie podanie od tego ostatniego i błyskawiczny lob z „szesnastki” po uderzeniu pierwszej piłki – to mogło się podobać i się podobało. K3 postraszyło tylko raz; w 25 minucie po silnym uderzeniu z wolnego Piotra Mąsiora piłka trafiła w słupek. Druga połowa  podobnie jak pierwsza nie miała większej historii – KCP Team, na średnich obrotach, powiększał przewagę (bramki: Mateusza „Ryby” Błasiaka z wolnego, Michała Pietrzykowski, Szymona Kurka i Kamila Wożniaka). Po ostatnim gwizdku sędziego księgarze sprawiali wrażenie.. usatysfakcjonowanych tym, że nie zaliczyli dwucyfrówki.

Wyróżnili się –  w KCP Team Kamil Woźniak, Rafał Janosz i Michał Pietrzykowski; w K3 Michał Wysogląd.

Czarna Mamba – Orzeł  0:8 (vo)

Studenci oddali mecz bez walki,  bo akurat na ten czas mieli zaplanowane jakieś kawalerskie czy inne panieńskie. Tradycyjnie też zapomnieli o swoim najsolidniejszym ogniwie czyli defensorze Pawle „Benku” Adamusie. A najsolidniejsze ogniwo, nieświadome sytuacji, zajechało bicyklem na parking przy New Village Stadium. Tam, po usłyszeniu fatalnej informacji o walkowerze, wyciągnęło z torby „cygareta”, zapaliło, zaciągnęło się i odjechało w siną dal, niczym samotny jeździec znikąd – taki z ALFowego westernu.

Wyróżnienie:  Paweł „Benek” Adamus z Czarnej Mamby – kto czyta ostatnie relacje, ten wie za co..

Paweł Kłaput | fot. Rafał Legień

Szczegółowe tabele, wyniki i strzelcy bramek znajdują się na www.alfnw.futbolowo.pl

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Ciekawostki, Inne, Społeczne, Sportowe i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Czas na wpisanie wyniku operacji minął. Proszę przeładować CAPTCHA za pomocą ikonki (strzałki).

*