ALFowe zaległości

ORLIK_ALFPrzedstawiamy relację Pawła Kłaputa z ALFa w Nowej Wsi.

Orlik Nowa Wieś , New Village Stadium

18.06.2015

 

Oldboys Beskid Andrychów – Andrychów FC  5:11

Kolejne andychowskie derby na New Village Stadium. Na dodatek starcie pierwszej drużyny w tabeli z drugą.

Już w 15 sekundzie Krzysztof Wiktorczyk otrzymał idealną piłkę od partnera z  linii pomocy, ale z bliskiej odległości nie trafił do bramki. W 3 minucie, tenże sam Wiktorczyk w pełni zrehabilitował się za wcześniejsze „niepowodzenie” – przechwycił  piłkę, zagrał ja do Witolda  Młocka i.. AFC  wyszło na prowadzenie. W chwilę później mogło paść wyrównanie – Sebastian Pilarski posłał długiego crossa w kierunku Krzysztofa Kokoszki, a rosły napastnik prezesów huknął z „pierwszej” piłki tuż obok słupka.

 W następnej akcji Kokoszka zdecydował się na inny wariant – stojąc na „dwudziestym metrze” tyłem do bramki  odegrał ją bez przyjmowania do wbiegającego ze środka boiska Łukasz Smazy.””Smazik” idealnie wszedł w tempo i uderzył precyzyjnie . 1:1.

W 12 minucie oldboje, po trafieniu głową Zbyszka Polaka, wyszli na prowadzenie, ale cieszyli się nim krótko (dokładnie 47 sekund), bo do kolejnego remisu doprowadził niezawodny Młocek.

W 14 minucie Jeremiasz Piesko wygrał walkę bark w bark z Polakiem (mocno się rozepchnął!..oj mocno!) i uderzył nie do obrony. Andrychów FC objął prowadzenie

Mecz w tej fazie miał cały czas dobry, szybki rytm, a oba stwarzały sobie naprzemiennie ciekawe  sytuacje bramkowe (piękny wolej Kokoszki, obroniony przez bramkarza, uderzenie Pieski – po rajdzie –  w „zewnętrzny winkiel”, groźny strzał z wolnego Górala, „główka” Kokoszki). W 24 minucie po którymś tam już  z rzędu crossowym  podaniu Pilarskiego (to w tym meczu była podstawowa broń oldbojów!), piłkę – miękko, w tempo  – przyjął Górali i umieścił w siatce. Starszym panom spod Pańskiej Góry nie udało się jednak dowieźć remisu do przerwy. Na sekundy przed końcowym gwizdkiem sędziego Wiktorczyk dograł futbolówkę do Marcina Rupika, a ten, sprytnym uderzeniem między nogami, „załatwił” Leszka Książka „na cacy”.

W drugiej odsłonie przewaga zdecydowanie młodszej  drużyny Andrychów FC zaczęła wzrastać  – szarpał w przodach Wiktorczyk ( często na pograniczu  ryzyka, bo „wózkowanie”, które ma we krwi, przy grających agresywnie oldbojach to była ryzykowna sprawa), dobrze kierował poczynaniami  kolegów  w środku pola Grzesiek Cholewka.

W32 minucie na 5:3 podwyższył Wiktorczyk, a zaraz po nim  szóste „oczko” zaliczył – ze sporym udziałem Wiktorczyka – Piesko. Nie mający już nic do stracenia beskidowcy dokonali w tyłach roszady – Książka na bramce zastąpił Grzesiek „Kucyk” Mizera. Nie na wiele to się zdało, bo rozpędzonych i rozochoconych grą (chyba po raz pierwszy od Kubackowo-Gondkowych czasów) zawodników w czarnych kostiumach trudno było zatrzymać.  Piękna bramkę  w 35 minucie meczu zaliczył Cholewka (kapitan AFC, widząc, że golkiper rywali jest  głęboko wysunięty  przed bramkę posłał mu loba „ za kołnierz”). Później swoje „trzy grosze” – z zabójczych kontr – dożyli : Młocek (w kooperacji z Marcinem Kalińskim), Rupik ( w duecie z Cholewką), ponownie Młocek ( z Rupikiem) i Kaliński ( we współpracy z Cholewką).. czyli czwórka zawodników w idealnych parach.

Prezesom zabrakło przede wszystkim.. rezerwowych, bo Ci którzy zagrali dali z siebie wszystko. I chwała im za to, bo następnego dnia mieli spektakularny pojedynek na boisku Beskidu z oldbojami  VfL Wolfsburg i każdy by zrozumiał, gdyby zagrali oszczędniej i ekonomiczniej

 Ale  takie kunktatorskie podejście do tematu andrychowskim oldbojom zawsze było obce..

PS  w meczu z „wilkami” padł 1:1

 

Włatcy Stadionuf – Mistrzowie Osiedla  2:3

Mistrzowie kontra władcy.. Nieźle to zabrzmiało.. chociaż oba zespoły, patrząc na ligową tabelę nie za bardzo do dumnych nazw nawiązują.

Pierwszą bramkę dla andrychowian strzelił, a właściwie wepchnął, Kamil Kiszczak (wykorzystując to, że Tomek „Kojot” Gębołyś akurat w takim momencie zdecydował się na wiązanie sznurówki w bucie). Jeszcze się nie oglądnęliśmy, a już było 2:0 dla osiedlowców (po strzale z dystansu,. takim trochę  futsalowym „szpicem”, Mateusza Gawędę pokonał Wojtek Łężniak ). W 7 minucie Marcin Kopta w groźnej sytuacji ratował się łapiąc rywala za koszulkę i przez dwie minuty kotły musiały grać w osłabieniu. W 8 minucie przed 200-procentową szansą stanął Alan Matusiak, który – wspólnie z Kiszczakiem – pograł z bramkarzem włatcuf w „dziadka” i po obróceniu go  – czyżby nonszalancja? –  zwlekał  z umieszczeniem piłki w siatce na tyle długo, że futbolówkę  skierowaną do „pustej” bramki  zdążył zablokować któryś z obrońców). Z drugiej strony szczęścia próbował Artur Legień ( dwa mocne strzały minimalnie minęły słupek, ale kapitanem włatcuf stadionuf „zagotowały” na tyle mocno, że musiał sobie znaleźć jakiś „wentyl bezpieczeństwa” i się wyluzować  – padło na Bogu ducha winnego obrońcę przeciwników, „Hesusa” (pisownia fonetyczna) – po naruszeniu jego  cielesności Artur może się i wyluzował, ale kolegów na dwie minuty osłabił).

W 11 minucie , po błędzie Marcina Kopty, piłkę przechwycił Mirosław Sołtysiak i zdobył trzeciego gola.

W końcówce pierwszej połowy władcy mocno przycisnęli (momentami zamykali  osiedlowców w „hokejowym zamku”) .. co z tego, skoro było to robione na „stojąco”, do „szesnastego” metra i bez zdecydowanego wykończenia (na przykład Kamil Gibas zamiast strzelać oddał piłkę partnerowi, Rafał Makowski z kolei strzelił, ale Marcin  Kopta pechowo „wybronił” mu uderzenie zmierzający do bramki..plecami). Gol dla włatcuf w końcu padł – Marcin „Gumiś” Gumulak wpakował piłkę do siatki z najbliższej odległości i przywrócił nadzieję.

W drugiej połowie obraz gry specjalnie się nie zmienił – osiedlowcy konsekwentnie bronili wyniku (świetnie bronił Rafał Kiszczak), a włatcy  cały czas dążyli do niekorzystnego wyniku (aktywny Legień). W 22 minucie, dwa razy pod rząd, w znakomitych sytuacjach znalazł się zawodnik beniaminka, Alan Matusiak (mógł definitywnie rozstrzygnąć losy meczu), ale fatalnie je zmarnował. Wyobrażam sobie z jak mocno  ściśniętym gardłem musiał grać w końcowych, trzech minutach, po tym jak kotły zdobyły kontaktowego gola (Wojtek Zacny).

  W końcówce meczu Legień próbował wymusić na arbitrze podyktowanie rzutu karnego, ale nawet rejestrujący  cały mecz Prezes Ady obiektywnie krzyknął: „Artur! Nic nie było!”

 Na podwyższenie rezultatu szanse miał w jednej z ostatnich akcji, Wojtek Łężniak – po błędzie „Bona” przy linii autowej („za krótkie” wybicie piłki), uderzeniem z woleja, z ponad 20 metrów, posłał futbolówkę w słupek.

 

19.06.2015

K3 – Bajer  6:2

Księgarze w niespodziewanie wysokim stosunku poradzili sobie z ekipą Bajeru, który co prawda zagrał bez swoich dwóch podstawowych zawodników, Mariusza Żurka i Rafała Fabii, ale z powracającym po dłuższej nieobecność Mateuszem Gąsiorkiem ( w ekipie K3  z kolei pojawił się dawno nie widziany Włodek Kowalczyk).

Początek należał do Bajeru – najpierw Robert „Kipet” Szłapa uderzył z woleja tuż nad poprzeczką, później Arek Brońka trafił w słupek, w końcu, w 8 minucie, Paweł Chwierut znalazł drogę do bramki przeciwnika (pokonał Michała Wysogląda precyzyjnym uderzeniem w samo „okienko”). I mimo, ze Bajer grał w pierwszej połowie składniej od czarnych koszul to bramki zdobywali tylko ci drudzy. W 14 minucie Przemek Gałuszka, tuż za linią środkową boiska,  wzorcowo wręcz,  wyprzedził rywala, przejął piłkę i strzelił wyrównującego gola. Bajeranci postraszyli dwa razy, ale tylko postraszyli –  Brońka, raz uderzył obok słupka, a raz trafił w poprzeczkę. W samej końcówce pierwszych dwudziestu pięciu minut, Wacek Faron przeprowadził skuteczna kontrę i  K3 schodziło do szatni prowadząc 2:1.

Druga odsłona zaczęła się pod dyktando księgarzy. W 32 minucie Gałuszka w zamieszaniu podbramkowym końcówką buta  „strącił” piłkę i – nie bez winy bramkarza Andrzeja Sadlika – umieścił  ją w siatce. W chwilę później mógł być już  wyższy ale piłka, po rzucie wolnym w wykonaniu Piotrka Mąsiora, wylądowała na poprzeczce. W odpowiedzi, Mateusz Gąsiorek i Jan Bogacz  zmusili Wysogląda do sporego wysiłku. W 35 minucie Faron wygrał pojedynek „bark w bark” z Michalem Mroczkiem i strzelił bramkę, która praktycznie przesądziła o losach meczu. Bajeranci próbowali coś jeszcze zdziałać – Robert Szłapa wykorzystując gapiostwo księgarzy  zdobył z rzutu wolnego (uderzeniem ze „szpica”!) drugiego gola, ale ostatnie słowo należało do K3. Najpierw Tomek  „Łidżet” Kojder wygrał pojedynek z dwoma obrońcami i bramkarzem (gol na 5:1), a w przedostatniej minucie, po błędzie golkipera Bajeru (złe, ratunkowe wybicie piłki głową w środkowej strefie boiska) strzelanie zakończył Faron.

 

Paweł Kłaput

szczegółowe tabele, i strzelcy bramek znajdują się na:  www.alf.futbolowo.pl

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Inne, Społeczne, Sportowe i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Czas na wpisanie wyniku operacji minął. Proszę przeładować CAPTCHA za pomocą ikonki (strzałki).

*