Trzecia odsłona ALF w Nowej Wsi

DSC01348Zapraszamy do zapoznania się z Trzecią odsłoną Amatorskiej Ligi Futbolowej w Nowej Wsi w słowie i obrazie.

 

25.04.2013

KCP Team – Orzeł  9:4

Mecz wielkich powrotów. W składzie KCP Team, po krótkim rozbracie z piłką, ponownie pojawił się snajper Tomek Bies, z kolei orły, dosłownie na minuty przed meczem, powołały pod broń w trybie awaryjnym, słynnego Sylwestra Bączka (i to w momencie, kiedy bez reszty pochłonięty był podstawową czynnością gospodarską jaką jest rąbaniem drewna na opał). Obaj zawodnicy zanotowali w całkiem udane „redebiuty” – „dziadek” już w drugiej minucie wyciągnął strzał, zdawałoby się, nie do obrony; Tomek zaś, w minucie jedenastej, w swoim pierwszym kontakcie z piłką..zdobył gola (po prostopadłym, górnym podaniu z głębi pola, stojąc tyłem do bramki, sprytnie przelobował głową wysuniętego przed bramkę golkipera). Szkoda, że z powodu kontuzji w  KCP Team zabrakło Michała Pietrzykowskiego – można byłoby podpatrzyć jak będzie się układała współpraca snajperskiego tria: Pietrzykowski-Gębołyś-Bies (osobiście myślę, że będzie to takie – tu posłużę się tytułem ulubionego utworu muzycznego –  „three of a perfect pair”, a po ludzku: troje w idealnej parze) i do kogo Rafał Janosz, urastający do miana „króla asyst” – będzie posyłał najwięcej piłek.                                                                                                                                                                                            Orły, pozbawione kilku kluczowych graczy, tylko fragmentami dotrzymywały kroku muzykom. Teoretycznie teraz powinny mieć już „z górki”, bo mecze z mistrzem i wicemistrzem (z fatalnym niestety  wynikiem) mają za sobą, ale jak sami wiecie, z tą teorią  rożnie bywa..

W KCP Team wyróżnili się: „motor napędowy” większości akcji, Rafał Janosz, Mateusz Błasiak, Mateusz Gębołyś oraz Tomek Bies; w Orle Marcin Nowak i – fragmentami – Sylwester Bączek.

 

K3 – Śródmieście  1:3

W piątej sekundzie meczu słupek uratował miastowych od utraty bramki i  była to bodaj najdogodniejsza sytuacja księgarzy do objęcia prowadzenia. Co się jednak odwlecze to nie uciecze! Aktywny tego wieczoru Jakub Hinz strzelił bramkę i od tego momentu mecz „unormował” się, ustabilizował, co absolutnie nie oznacza, że napięcie siadło, lub, że na boisku wiało nudą. Nic z tych rzeczy! Walka trwała na całego przez pełne 50 minut. Zawodnicy z dużym zaangażowaniem walczyli o każdą piłkę, o każdy metr, o każdą  przysłowiową piędź murawy, a że wszystko te działania rozkładały się po obu stronach mniej więcej równo, na New Village Stadium przez długi czas utrzymywał się „angielski” wynik 1:0. W dramatycznej końcówce miastowym udało się dojść rywala, a następnie – w ostatnich trzech minutach – zadać dwa ciosy, które przesądziły o ich zwycięstwie.

Najlepsi w Śródmieściu: Maciek Lipiński, Paweł Mołek i  Jacek Tomala, w K3 Jakub Hinz i Tomasz ”Indyk” Fender.

 

Ultras Kęty – FC Sąsiedzi  5:4

Dyplomatycznymi kanałami dowiedziałem się, że dzień przed pojedynkiem z Ultras Kęty, w okolicach zagrody sąsiada Jarosława „Bacy” Piwowarskiego, odbyła się krótka narada sztabu FCS, na której to naradzie opracowano i ustalono podstawowe elementy strategii na mecz z mistrzem. W strategii tej, w gruncie rzeczy nieskomplikowanej i nawiązującej – świadomie lub raczej nie – do słynnego włoskiego catenaccio ( że już o szwajcarskim ryglu nie wspomnę), przewidziano miejsce dla jednego grajka na szpicy z przywilejem świadomego przekraczania linii środkowej i  „gryzienia” ultrasów oraz miejsce dla pozostałej reszty – to we własnym sektorze – gdzie owa reszta miałaby murować dostęp do bramki i bronić jej jak niepodległości. Z ustalonej strategii w pierwszej połowie nie wyszło nic. Mistrz ALF spokojnie wypunktował sąsiadów w stosunku 3:0  i gdy widzowie zaczęli mu już powoli dopisywać punkty, ekipa Szumowskiego po raz kolejny w tej edycji rozgrywek zadziwiła świat. Przynajmniej ten orlikowy. Nie mając nic do stracenia „zwarła szyki”,  przegrupowała siły, zaatakowała i osiągnęła efekt; Kamil Leśniak zaraz na początku drugiej odsłony strzelił dla FCS pierwszego gola, potem, zakręciwszy niemiłosiernie rywalami na prawej flance, po raz drugi umieścił piłkę w siatce kęczan, a indywidualnego „dzieła zniszczenia” dokonał w 42 minucie strzelając trzecią bramkę (klasyczny hat trick!). 3:3.Radość FCS była krótka – w kilkanaście sekund po wznowieniu gry Wojtek Wilk dał ultrasom ponowne prowadzenie. W odpowiedzi Sebastian Mysłajek kapitalnym lobem z własnej połowy pokonał bramkarza rywali i w tym momencie sensacja, czyli urwanie punktów mistrzowi, było naprawdę na wyciągnięcie ręki (nogi), bo zegar wskazywał  końcówkę meczu! Niestety..jest takie powiedzenie, że „ do tej samej rzeki nie wchodzi się dwa razy”. Sąsiedzi weszli. Gorzej: wleźli. Frajersko wleźli. Po raz drugi, tuż po wznowieniu, stracili bramkę (i ostatecznie cenny remis), a wystarczyło t y l k o   przez chwilę pograć piłką, na kilka sekund przetrzymać ją w przodach, przy linii, w rogu.. ba, nawet wykopać z premedytacją „skórę w hektary”, byle dalej..byle dłużej..byle wybić kęczan z uderzenia..

Kierownik, ten od plastykowej reklamówki, był niepocieszony.

Wyróżnienia – w Ultras Kęty dla Wojtka Wilka i Mateusza Surmy; w FCS dla Kamila Leśniaka i rozgrywającego życiowe zawody, bramkarza Mariusza Furmańskiego.
 

26.04.2013

Włatcy Stadionuf – Kojoty  6:2

Włatcy, do pojedynku z kojotami podeszli z niesamowitą determinacją i wolą zwycięstwa. Od pierwszych minut mocno zaatakowali i na efekty nie trzeba było długo czekać. Trzy bramki do przerwy (przy jednej straconej) to była solidna zaliczka na drugą połowę. A w drugiej odsłonie kotły ani myślały zwalniać i bronić wyniku. Do strzelania „zmotywował” ich dodatkowo jeden z defensorów kojotów, który zaraz po wznowieniu gry, niefortunnie wepchnął piłkę do własnej bramki.. i tym samym rozpoczął serię..

Zresztą, co ja będę się rozpisywał..kojotom zapewne ani w głowie czytanie tekstu o kolejnej porażce, władcy zaś maja już pewnie każde kopnięcie fachowo i  skrupulatnie rozebrane na czynniki pierwsze i przeanalizowane z filmowego zapisu.

Wyróżnienia: w kotłach dla Szymona Makowskiego, Darka Świątka, Tomka Gębołysia i Kamila Kasperczyka ; w stadzie dla Mateusza Majdy i Arka Orlickiego (gdyby jeszcze nie ta inklinacja do posługiwania się wyłącznie lewą nogą!)

[youtube_sc url=”http://www.youtube.com/watch?v=g2cDCt5W2-4&feature=youtu.be”]

Bajer – Bianconerri  14:3

Mówi się, że mecz meczowi nierówny, a porażka porażce też. Idąc tym tropem, w odniesieniu do trzeciej już  przegranej zebr, trzeba by do tego jeszcze dodać (bez cienia złośliwości), że „im dalej w las, tym gorzej”,  bo – podsumowując chronologicznie – w spotkaniu z Czarną Mambą była porażka, ale była też gra i walka, w meczu z Sąsiadami była porażka, gry i  walki było znacznie mniej, w pojedynku z bajerantami była porażka.. gry i walki już nie było.

A Bajer?  Bajer kontynuuje świetną pasę zwycięstw, zgarnia punkty, rozklepuje przeciwników, a jeden z jego liderów, Marcin Blok, tak jak Kęty domagają się dostępu do morza, tak on,  domaga się wprowadzenia do ALF klasyfikacji kanadyjskiej, w której, gdyby na ten moment takowa zaistniała, miałby całkiem ciekawe osiągi.

Wyróżnienia –  w Bajerze dla Marcina Bloka (blisko, bardzo blisko, alftricka!), Adriana Majkucińskiego, Jana  Królickiego i Edwarda Masa; w Bianconerri dla pracowitego Mateusza Królickiego.

 

Czarna Mamba – Beskid Andrychów  3:7

Na 24 godziny przed alfowym pojedynkiem Czarna Mamba, w sparingu z nowowiejskimi gimnazjalistami, zorganizowała błyskawiczny casting (nabór? rekrutację? egzamin wstępny?) do swojej drużyny. Wymiernych efektów w postaci urwania choćby punktu w meczu z Andrychowem to nie przyniosło, ale kadrę poszerzyło jak nigdy. A sam mecz? Bardzo szybki, bardzo zacięty i jako żywo przypominający tą pierwszą, z wiosny 2012 roku, niesamowitą potyczkę studentów (w najmocniejszym składzie) z ówczesnymi oldbojami. Do stanu 2:2 pojedynek wyrównany, bo oba zespoły i fajnie broniły się i fajnie atakowały (znakomita pierwsza bramka „piętką” Amadeusza Pasieki z Czarnej Mamby). Przełomowym momentem dla losów tego meczu okazało się zdobycie przez zawodników spod Pańskiej Góry, trzeciej bramki po firmowym, koronkowym wręcz, rozklepaniu przeciwników. Ta akcja dodała pasom pewności siebie i od tej chwili andrychowskie antycypowane, granie na jeden kontakt zaczęło na New Village Stadium przynosić wymierne (bramkowe) korzyści (przykład? ot choćby akcja przy golu nr 4, w której to to bramkarz Wiesiek Rusinek przytomnie wyrzucił piłkę na pół boiska do Zygi Mizery, a ten jednym, jeszcze bardziej przytomnym, uderzeniem z pierwszej piłki uruchomił Wojtka Wątrobę; Wojtkowi nie pozostało nic innego jak tylko wepchnąć futbolówkę – a jakżeby inaczej..też super-przytomnie – obok bezradnego golkipera studentów, Szymona Połaty).

W zespole Beskidu Andrychów wyróżnili się: bramkarz Wiesiek Rusinek, Zygmunt Mizera, Wiesiek Skupień i Leszek Książek; w Czarnej Mambie: świetnie broniący Szymon Połata, Paweł Węgrzyn, Paweł Adamus i Kamil Góral.

Paweł Kłaput /foto: Rafał Legień

Szczegółowe tabele, wyniki i strzelcy bramek znajdują się na www.alfnw.futbolowo.pl

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Inne, Społeczne, Sportowe i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czas na wpisanie wyniku operacji minął. Proszę przeładować CAPTCHA za pomocą ikonki (strzałki).

*