Relacja z I kolejki Amatorskiej Ligi Futbolowej w Nowej Wsi

_DSCN8720-001Przedstawiamy relację autorstwa Pawła Kłaputa z I kolejki Amatorskiej Ligi Futbolowej w na Orliku w Nowej Wsi.

Orlik , New Village Stadium

 31.03.2016

Mistrzowie Osiedla – KCP Team  0:10

Mecz bez większej historii. KCP Team od pierwszej do ostatniej minuty dominowało na murawie i pozostawiło dobre wrażenie.

Andrychowianom udało się zachować czyste konto do ósmej minuty, dzięki świetnej postawie w bramce Rafała Kiszczaka. Gdy „worek z bramkami”, za sprawą Artura Grządziela, rozwiązał się, nie pomógł nawet Kiszczak ( bramkarz mistrzów spróbował wykorzystać swój autorski patent i w chwilę po utracie gola zabrał się z piłką przez całe boisko, niestety efektowny rajd zakończył rachitycznym strzałem , który jego vis a vis, Wojtkowi Wiktorowi, krzywdy nie zrobił).

Do przerwy muzycy, po klasycznych kontrach, prowadzili 4:0 (bramki: Grządziel 2, Chmielniak i Pietrzykowski).

Taki wynik niestety nie stonował nastrojów w szeregach pasów – Rafał Janosz w przerwie rzucił nawet  do mnie: „w KCP po staremu..stale się kłócą”)

I  miał rację,  ostrą wymianę zdań na boisku i na ławce słychać było wyraźnie, a aktywny piłkarsko Michał Pietrzykowski, w drugiej odsłonie, zamiast robić to co robił do tej pory najlepiej czyli „kręcić” rywalami, złośliwie sfaulował rywala i jeszcze zaczął recenzować orzeczenie arbitra. Na szczęście te incydenty nie zdominowały obrazu gry – festiwal strzelecki muzyków nie ustawał, a nawet nabierał tempa i zatrzymał się na okrągłej liczbie 10 (strzelali: Grządziel, Pietrzykowski, trzy razy nowy nabytek muzyków, Krzysztof Chmielniak – ciekawostka, dwie z nich kiedy KCP Team grało w osłabieniu – i Kamil „Raul” Borak).

Mistrzowie Osiedla na tle dobrze dysponowanego przeciwnika wypadli blado, choć kilka okazji do zmniejszenia dystansu mieli ( dobrych sytuacji nie wykorzystał najgroźniejszy w ich szeregach , Kamil Kiszczak). Że ów dystans nie był większy, andrychowianie  mogą dziękować głównie swojemu golkiperowi, Rafałowi Kiszczakowi, który  wychodząc zwycięsko z  kilkunastu, naprawdę poważnych opresji i nie dopuścił do większej klęski

K3 – Niezniszczalni  4:1

W drugiej minucie meczu rosły defensor K3, Przemek Łata, znalazł się w idealnej do zdobycia bramki sytuacji, ale piłkę posłał obok słupka. W rewanżu, dwa razy groźnie postraszył, Adrian Bryzek. Pierwsza i jedyna w tej odsłonie bramka, pada w 15 minucie spotkania, za sprawą nowego zawodnika K3, Marcina Sporysza, który popisał się   pięknym strzałem ze skrzydła. Do remisu mógł doprowadzić kapitan Niezniszczalnych, Krzysztof Szumowski, ale jego potężna „bomba” wylądowała na poprzeczce. W 22 minucie w sytuacji „sam na sam z bramkarzem znalazł się Tomasz Kojder, jednak pojedynek z Mariuszem Furmańskim, przegrał. W ostatniej minucie pierwszej odsłony ładną akcją „z klepki”, też bez efektu bramkowego, przeprowadziła dwójka niezniszczalnych Arturów: Harat z Gasidłą.

Ciekawostka dla  zagorzałych sympatyków: między 20 , a 22 minutą, z New Village Stadium wywiało wszystkie przepisowe piłki , stąd w tym okresie mecz rozgrywany był dziecięcą „czwórką” (zmiany w jakości gry nie odnotowano..).

W drugiej połowie piłka zaczęła chętniej wpadać do siatki.  W 31 minucie, na 2:0, podwyższył kolejny nabytek księgarzy, Szymon Juras. Minutę później, za atak od tyłu w sytuacji bramkowej na tymże samym Jurasie, czerwony kartonik zarobił..kapitan niezniszczalnych, Krzysztof Szumowski. Gdy , w 36 minucie, gola strzelił  Adam Jura,  a z boiska zszedł najlepszy w  szeregach  niezniszczalnych, Adrian Bryzek (praca!), było już raczej pewne, że K3 niw wypuści trzech punktów z garści. Co prawda pod koniec meczu, Łukasz Bułaś znalazł wreszcie drogę do siatki rywali, ale ostatnie słowo należało do zespołu Michała Wysogląda –  bramkę zdobył ten, który zaczął czyli Marcin Foryś

Oldboys Beskid Andrychów – Fotball Academy Andrychów  14:3

Pierwsze derby Andrychowa zakończyły się bardzo wysokim zwycięstwem starszych panów spod Pańskiej Góry, choć – trzeba powiedzieć obiektywnie –  początek meczu na to nie wskazywał. Oba zespoły zaczęły ostrożnie, z wzajemnym respektem i w oparciu o  atak pozycyjny. W 6 minucie beniaminek przeprowadził kontrę, po której Daniel Wieczorek, mimo interwencji bramkarza Marka Kudłacika, zdołał umieścić piłkę w siatce. Radość akademików nie trwała długo –  w kilkadziesiąt sekund później podrażnieni oldboje najpierw  doprowadzili do wyrównania (do crossowego  podania Józefa Ryłki wystartował rosły Krzysztof Kopytko i uderzeniem z główki pokonał golkipera rywali) , a następnie za sprawa dynamicznego Kamila Górala, który zakręciwszy defensorami i bramkarzem FAA, spokojnie posłał pikę do bramki. W 9 minucie było już 3:1. (do siatki, sprytnym strzałem po długim roku, trafił Sebastian Pilarski). Czwartego gola, uderzeniem z połowy boiska . zdobył Grzegorz „Kucyk” Mizera (spory udział w nim miał Kopytko, który umiejętnie zasłonił pole widzenia bramkarzowi rywali).

Beniaminek w tej połowie miał  dwie sytuacje bramkowe (groźne uderzenia Seweryna Łysonia i  Wieczorka).

W drugiej  odsłonie grający z zębem oldboje podkręcili tempo i wręcz zdemolowali przeciwnika.  Ostre strzelanie zaczął Kamil Góral (w tym mecz był nie do utrzymania  i momentami grał jak Maradonna Karpat.. nie!..rozpędziłem się..jak Maradona Beskidu Małego)  Później swoje „trzy grosze” dołożyli: Kopytko, dwa razy Łukasz „Fadromka” Lachendro i znowu (przebił „Fadromkę”, bo trzy razy z rzędu!!!)  Kopytko..                                                                                                                                                                    Na te trafienia zawodnicy Football Academy Andrychów odpowiedzieli dwoma bramkami: Dawida Gibasa i Seweryna Łysonia.

Przy stanie 11:3 Marek Kudłacik , a z nim cała ekipa Beskidu zdecydowała się na nietypowy , ale sumie mało  ryzykowny manewr – bramkarz poszedł do ataku na „szpicę”, ale między słupkami nikt go nie zastąpił! Opłaciło się , bo Kudłacik. najpierw zamieszał  w polu karnym  i zgrał piłkę Kopytce (bramka nr 11), a później już sam, po otrzymaniu podania z kornera, umieścił  piłkę w siatce akademików.

Z reporterskiego obowiązku: gola nr 12 zaliczył Leszek Książek, a dzieła zniszczenia dokonał najskuteczniejszy w szeregach oldbojów, Krzysztof Kopytko.

Swoją drogą, siedzący tego wieczoru na – nomen..omen – wyjątkowym „kopycie”..Kopytko był o krok od niesamowitego wyczynu – gdyby wykorzystał jeszcze dwie z kilku znakomitych, a nie wykorzystanych sytuacji mógłby  w debiucie zaliczyć.. alftricka ( przypomnienie pk: 8 bramek w jednym meczu ALF!)

Beniaminek? Wbrew wynikowi momentami grał zupełnie niezłą piłkę, jednak, żeby tą „momentami niezłą piłkę” przekuć na satysfakcjonujące go wyniki, musi w najbliższym czasie koniecznie znaleźć wzmocnienia i uzupełnienia składu.

1.04.2016

Włatcy Stadionuf – Kojoty 4:6

Szlagier tej kolejki nie zawiódł oczekiwań.  Była walka, były ciekawe akcje, były bramki (wedle zasady: oko za oko..ząb za ząb.. bramka za bramkę). Pierwsi na prowadzenie wyszli władcy –  w 5 minucie  Mateusz „Kicek” Królicki uderzył z „pierwszej piłki i od razu trafił do siatki. Wyrównanie padło minutę później. Daniel Ferreri przeprowadził efektowną akcje indywidualną zakończoną strzałem,  który Mateusz Gawęda obronił , ale upadając  nie zdołał  utrzymać piki w rękach. Oba zespoły w początkowej fazie meczu wyraźnie postawiły na uderzenia z dystansu (mocne „klepnięcia” Kamila Gibasa, obok słupka i  Adriana Pękali, w słupek). W 9 minucie kojot Paweł Puchała, przechwyciwszy piłkę na środku boiska, pognał z nią  kierunku bramki rywali  i dosć bezpłciowo naciskany przez obrońców, płaskim strzałem w „krótki róg” , dał prowadzenie swojemu zespołowi. Oko za oko.. ząb za ząb. Kilkadziesiąt sekund później skrzydłem urwał się Damian Jedliński i doprowadził do kolejnego remisu. Między 16, a 18 minutą obie ekipy miały wyśmienite sytuacje na objęcie prowadzenia , ale zarówno Mateusz Królicki z włatcuf jak i Paweł Puchała z kojotów skiksowali. W 19 minucie prowadzenie czerwono-czarnym dał Jakub Fabia  Stado odpowiedziało niemal natychmiast golem Puchały.

Już z tego pobieżnego kalendarium bramkowego widać, że mecz w pierwszej połowie był zacięty i wyrównany.

Druga połowa zaczęła się lepiej dla kotłów. W 29 minucie, strzelaj ąc czwartego gola, pokazał się  mniej widoczny w tym meczu (podobno dopadły go jakieś kłopoty trawienne), ich czołowy snajper, Paweł „Serek” Seratowicz. Mile złego początki.. Rozrywający tego dnia świetne zawody, Daniel Ferreri, technicznym lobem doprowadził do wyrównania. Ostatniego w tym meczu. W 34 minucie dwustu (niektórzy mówili: trzystu) procentową okazję zmarnował Kuba Gaweł –  po akcji  i strzale „Ferriego”, w dobitce z metra na „pustą” bramkę,  fatalnie przestrzelił. Na szczęście dla Kuby stado nie miało czasu poznęcać się na  nim, bo niezawodny Ferreri  strzałem z prawego skrzydła znów pokonał Gawędę.  Włatcy  postraszyli potężną  „bombą” z wolnego  autorstwa Królickiego, Piotr Wróbel nie dał się jednak zaskoczyć. W 43 minucie w pełni zrehabilitował się za tragiczne pudło Gaweł  –  po zagraniu „górnej  piłki” z rzutu rożnego przez Puchałę, przyjął piłkę stojąc tyłem do bramki na „szesnastce” i z  pełnego obrotu wpakował ją idealnie, tuż przy samym słupku! Zacny gol! Zaprawdę zacny!

Oldboys Niwa – Ultras 2:2

Wielki klasyk przed lat powrócił i  przyciągnął sporą gromadę kibiców nowowiejskiego zespołu. Gęsi, po bodaj czterech latach niebytu, reaktywowały się i w tym sezonie przystąpiły do ALFowej rywalizacji. W jej szeregach pojawili się zawodnicy , których pamiętaliśmy jeszcze z pierwszych edycji ligi, ale zobaczyliśmy też kilka nowych twarzy.  W tym tą najważniejszą,  buźjkę legendy obojga orlików, Sylwestra „Dziadka” Bączka, który dołączył do oldbojów Niwy po rozpadzie Bajeru. Oba zespoły zaczęły bardzo ostrożnie, z tym, że Niwa zdecydowanie ostrożniej – i trudno się dziwić, bo reaktywowana formacja spotkała się po raz pierwszy, kompletnie nie mając pojęcia na co ją stać piłkarsko  i czy – ze względów kondycyjnych – dotrzyma kroku  wybieganemu rywalowi.

W trzeciej minucie, nowy nabytek Niwy , Grzegorz Pawiński (ex Soła Kobiernice i Zapora Porąbka) spróbował przelobować Kamila Pietrasa, a to oznaczało, że czas ostrożnego badania skończył się. Od tego momentu zaczęła się walka. Taka jak za starych, dobrych czasów. Optyczną przewagę pierwszej połowie  posiadali kęczanie – oni częściej byli więcej przy piłce, oni szybciej nią grali i oddali kilka groźnych strzałów z dystansu. Niwa cofnięta do czujnej, mądrej  defensywy, starała się wybić rywala z uderzenia, zwalniała tempo i gdy tylko nadarzała się okazja, próbowała użądlić wysuniętymi zamiennie do przodu Ireneuszem Jakubcem, Rafalem Fabią i Mariuszem Naglikiem. Pierwsza bramka , dla Ultras Kęty , padła w 20 minucie a jej autorem był  Michał Karkoszka (wystartował najszybciej z wszystkich zawodników do ostrego podania i z metra wpakował piłkę do siatki). Na odpowiedz oldbojów nie trzeba był długo czekać – z prawej flanki, ze sporego dystansu, potężnie przymierzył Jakubiec i futbolówka po dbiciu się od wewnętrznej części słupka wpadła do bramki.

Druga odsłona zaczęła się od  trafienia ultrasów poprzeczkę. Zaraz potem ciekawą akcję przeprowadził duet Fabia-Tomala ( ten ostatni uderzył minimalnie obok słupka). W 29 minucie przed szansą na zdobycie gola stanął Dominik Nycz, ale jego nieprzyjemny strzał fantastycznie  obronił Dawid Śleziak. Co nie udało się Dominikowi,  udało się  Krzysztofowi Michalakowi i w 29 minucie meczu Ultras Kęty wyszli na prowadzenie. Oldboje Niwy nie zrażeni takim obrotem sprawy dalej konsekwentnie nie odkrywali się  (harcował jedynie Mateusz Naglik) i czekali na swoją szansę., ale póki co przed taką stanęli kęczanie – golkiper Śleziak zapędził się pod bramkę rywali, ultrasi przechwycili piłkę, wyszli z kontrą i w sytuacji sam na sam z „pustą” bramką, Mateusz Nycz trafił w słupek! Niewykorzystane sytuacje mszczą się.. tą prawdę tu, na NVS, znamy nie od dziś. W 37 minucie Sebastian Mysłajek zagrał piłkę do Andrzeja Tomali, a ten z  zimna krwią umieścił  ją w siatce rywali. I od tego wyrównującego gola zaczęła  się jeszcze bardziej zacięta i  twarda walka w której dominującą stroną byli „cytrynowi” ultrasi(zagrali w nowych, żółtych trykotach),  wyraźnie niezadowoleni z takiego rozwoju wypadków. Szkoda tylko, że ten dobry, a momentami nawet bardzo dobry pojedynek popsuł incydent z niebezpiecznym zagraniem Dominika Nycza w tytule. Niepogodzony z  kartką jaką otrzymał za niebezpieczne zagranie, zawodnik kęczan, swą złość  – na szczęście(?) tylko werbalnie – wyładował na arbitrze i na własne życzenie, zupełnie niepotrzebnie zainkasował drugi żółty kartonik , a w efekcie czerwony..

Po meczu sędzia i krewki zawodnik, już na spokojnie, wyjaśnili sobie pewne rzeczy, ale czerwień na jeden mecz została  nie do wykasowania.

W zespole gęsi świetną partię rozegrał Grzegorz Pawiński… i tu mała dygresja: zazwyczaj cieszę się jak dobrzy zawodnicy zasilają ALF, ale   z drugiej strony mam mieszane odczucia.. gdy widzę jak takie , jeszcze w miarę młode i dobre „grajki”,  znikają z wyczynu i z żywych muraw…

Andrychów FC – Desperado Team  10:0

Mistrz AlF jak zwykle w skromnym zestawie kadrowym (z powracającym do gry Michałem Kubacką i pozyskanym z Mistrzów Osiedla , Krzysztofem Sołtyskiem, ale bez Kalińskiego, Młocka i Kozłowskiego), nie miał najmniejszych problemów z pokonaniem Desperado Team. Strzelecki festiwal w piątej minucie rozpoczął Przemysław Stuglik, w siódmej, mocnym uderzeniem z dystansu, na 2:0 podniósł Jeremiasz „Jerry” Piesko, a trzeciego gola w pierwszym kwadransie zdobył Sołtysiak.

W 16 minucie w sytuacji „sam na sam” pojedynek z golkiperem  niebieskich, Tomkiem Harężlakiem (najlepszym zawodnikiem w szeregach niebieskich), przegrał  Michał Kubacka. Desperado Team w tym okresie gry odpowiedziało jednym, groźnym, ale niecelnym uderzeniem obok słupka, autorstwa Edmunda Mieszczaka. W końcówce pierwszej połowy czwartego gola dla andrychowian, po dobitce strzału Pieski,  strzelił Jakub Strzeżoń, a piątego, na raty (bo pierwsze uderzenie Harężlak obronił, przy dobitce głową nie miał już szans), Stuglik.

W drugiej połowie obraz gry zasadniczo nie zmienił się – AFC , w średnim tempie, bez specjalnej brawury, zaatakowało i… strzeliło bramkę (Kubacka, uderzeniem z dystansu),  a Desperado Team, kurczowo cofnięte, dalej, niemal całym zespołem, broniło dalej dostępu do swego pola karnego. W 29 minucie zmieniło jednak tą filozofię gry, a to raz: za sprawa niebezpiecznego strzału Wojciecha Urbańczyka i dwa: za sprawą grupy anonimowych wesołków, powracających z jakiejś wieczornej  „biby”, którzy zza płotu zaczęli dynamicznie dopingować niebieskich (ludzi nie było widać, słychać było tylko dynamiczne głosy i okrzyki typu” „brawo!”” dawaj”..goool”). Ekipa Harężlaka wyraźnie zmotywowana tym nieoczekiwanym wsparciem, podeszła wyżej i kilka razy naprawdę poważnie zakotłowało się pod bramką  andrychowian. Ten ożywczy epizod  skończył się wraz ze zniknięciem „wesołków” czyli w okolicach 32 minuty.

W 33  Sołtysiak zdobył swego drugiego gola, a dalsze, w regularnych odstępach, padły łupem Kubacki, Strzeżonia i Stuglika.

Paweł Kłaput /foto: Rafał Legień

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Inne, Społeczne, Sportowe i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czas na wpisanie wyniku operacji minął. Proszę przeładować CAPTCHA za pomocą ikonki (strzałki).

*