Relacja z drugiej kolejki ALF w Nowej Wsi

ORLIK_ALFZapraszamy do lektury z drugiej kolejki w Nowej Wsi. Autorem jest Paweł Kłaput.

ALF | New Village Stadium,

7.04.2016                    

KCP Team – Niezniszczalni  7:0

Faworyt był jeden i faworyt nie zawiódł. Zresztą trudno było brać pod uwagę inną opcję, bo choć  ekipie muzyków zabrakło Wiktora i Pietrzykowskiego, to zdecydowanie boleśniej odczuwalna była nieobecność w szeregach niezniszczalnych, pauzującego, za czerwona kartkę, kapitana Szumowskiego oraz napastnika Harata.

W strugach ulewnego deszczu KCP Team od pierwszego gwizdka mocno zaatakowało (indywidualne akcje Artura Grządziela, Kuby Migdałka i Adriana Majkucińskiego). W 6 minucie padła pierwsza bramka, jej autorem był Grządziel.  W 8 minucie na 2:0 podwyższył Kamil „Raul” Borak.  Bramkę kontaktową mógł zdobyć Tomasz Sadlik, ,ale jego strzał przeszedł minimalnie obok słupka. Po kwadransie gry było już 3:0 – szybką, bilardową  wręcz kontrę na „jeden kontakt” przeprowadzili  Majkuciński ,Grządziel i Rafał „Janek” Janosz (gola zdobył ten ostatni). Strzelanie w pierwszej połowie skończył , ten który zaczął  czyli Grządziel.

Tuż po przerwie, na 5:0, podniósł Majkuciński i gdy wydawało, że ten mecz będzie toczył się już do końca w takiej nieco  monotonno-jednostronnej atmosferze, w 38 minucie , bojowo nastawiony Tomasz Sadlik , starł się  dynamicznie – korpus w korpus – z Rafałem Janoszem. Niestety na tym nie skończyło się , bo niezadowolony  rezultatem  tej fizycznej potyczki niezniszczalny Sadlik  „przystartował” do muzyka„ traktując jego pytanie: „ciałem chłopie nie umiesz grać?” jako wybitnie retoryczne. Dla uspokojenia nastrojów arbiter odesłał obu krewkich zawodników na dwie minuty  do „boksów”.

W 40 minucie Borak zmarnował wyborna „setkę”, ale dwie minuty później kropkę nad „i” postawił  Artur Grządziel.

Do końca meczu nic ciekawego  się już  nie zdarzyło, jeśli nie liczyć incydentalnego „iskrzenia”  między Mateuszem „Rybą” Błasiakiem, a dalej bojowo usposobionym Tomaszem Sadlikiem.

Włatcy Stadionuf – K3  1:2

Włatcy po przegranej z kojotami koniecznie chcieli się „odkuć” w meczu z K3.  I wydawało się, że nie jest to zadane ponad ich siły (przy całym szacunku dla dobrego występu czarnych koszul w inauguracyjnym spotkaniu), bowiem w ich szeregach pojawiły się kolejne wzmocnienia : Michał Wróblewski I Jakub Kulma.

Od pierwszego gwizdka sędziego włatcy  mocno zaatakowali (w 5 minucie Mateusz „Kicek” Królicki z „główki” trafił w słupek, a w chwilę później mocne uderzenie Kulmy wylądowało na spojeniu słupka z poprzeczką.

W pierwszym okresie gry K3  grało defensywnie, z rzadka szukając okazji do „ugryzienia” rywala z kontry, wyprowadzanej najczęściej przez szybkiego Wacka Farona (w 15 minucie miał idealną sytuację do zdobycia bramki, bo Mateusz „Bono” Gawęda zawahał się i z opóźnieniem wystartował w  jego kierunku; jednak napastnik księgarzy  zamiast minąć go zwodem, zdecydował się – przy „skróconym kącie” – uderzyć, w efekcie  bramkarz piłkę odbił).

Pierwsza bramka padła w 20 minucie – po zagraniu z rzutu rożnego głową , nie do obrony, uderzył defensor K3, Przemysław Łata.

Podrażnieni władcy próbowali od razu przywrócić stan poprzedniej równowagi, ale strzał Rafała Makowskiego obronił Michał Wysogląd, zaś Mateusz Królicki, z bliskiej odległości przeniósł piłkę nad poprzeczką. W końcówce pierwszej odsłony kolejna szarża  aktywnego Wróblewskiego przyniosła w końcu efekt – napastnik kotłów urwał się prawą flanką obrońcom, zgrał ostro futbolówkę na „piąty metr”, a tam dopadł ją Królicki i pewnie umieścił w siatce księgarzy.

W drugiej połowie obraz gry nieco zmienił  się. Co prawda władcy dalej  byli stroną dominującą, ale ekipa Wysogląda nie trzymała  się już tak kurczowo obrony i coraz śmielej  wyprowadzali groźne kontry (dwukrotnie bramce „Bona” zagroził Mariusz Bułaś  –  najpierw jego strzał głową i dobitkę obronił bramkarz, później  uderzenie z dystansu trafiło w poprzeczkę). Bardzo dobrą partię rozgrywał w szeregach K3 Marcin Sporysz, który w kluczowych momentach brał na siebie ciężar gry (umiejętnie zastawiał się. przetrzymywał piłkę przy nodze i „wózkował”).

W końcówce meczu włatcy stadionuf, którym cały czas marzyło się zgarnięcie pełnej puli punktów,  jeszcze mocniej przycisnęli (poniewierany Wróblewski dwoił się i troił, szarpał Makowski), ale.. no właśnie.. w 48 minucie owo marzenie  zostało brutalnie rozwiane –  po kontrze, na prowadzenie  wyprowadził zespół K3 Wacek Faron ( swego czasu..włatca).Po tej stracie czerwono-czarni mieli jeszcze szansę na uratowanie przynajmniej punktu, niestety w ostatniej akcji Kamil Gibas trafił w poprzeczkę.

Oldboys Beskid Andrychów – Mistrzowie Osiedla  5:3

Po raz pierwszy w sześcioletniej historii ALF sprzęt  orlikowego skryby odmówił  całkowicie posłuszeństwa (na mokrych kartkach papieru, a właściwie na tym, co z nich zostało długopis nie był w stanie nic zapisać) wiec obserwowałem i notowałem, to co się działo  w tym meczu na NVS, w głowie.

A działo się.. działo. W pierwszej połowie dużo.. w drugiej jeszcze więcej. Wyniki z pierwszej kolejki wyraźnie wskazywały, kto jest faworytem, a kto nie, ale derby to derby.. rządzą się często  własnymi, odmiennymi prawami.

Pierwszego gola, w 3 minucie meczu, zdobył w sporym zamieszaniu podbramkowym, nowy nabytek osiedlowców, Grzegorz Strzeżoń. W chwilę później po pięknym woleju  Leszka Książka był już remis. W 14 minucie meczu, powracający na New Village Stadium Łukasz „Smazik” Smaza dał prowadzenie oldbojom. Trzeciego , w 16 minucie, zaliczył Krzysztof Kopytko (po centrze z prawego skrzydła sprytnie uprzedził bramkarza i szpicem buta wepchnął piłkę do siatki), a czwartego, w minucie 18, aktywny Kamil Góral (zakręcił w swoim stylu rywalami i spokojnie trafił do bramki).

Taki rozwój wypadków, sprawił, że  z mistrzów osiedla powietrze zaczęło gwałtownie  schodzić i tylko szczęściu zawdzięczają, że pierwsza  połowa skończyła się.. jak się skończyła.

W drugiej, osiedlowcy niespodziewanie odrodzili się. I to jak!  W jednej tylko 30 minucie, za sprawą Pawła Sołtysiaka i Rafała Kiszczaka (etatowy bramkarz, z powodu kontuzji łokcia, zagrał tym razem „w polu”),  zdobyli dwie bramki  i złapali realny kontakt z rywalem. Od tego momentu zaczęła się jazda na całego. Na całej długości i szerokości boiska (w jednej z takich „jazd” Sebastian Pilarski oderwał rękaw  koszulki Grzegorza Strzeżonia!) Temperatura „werbalnej mobilizacji” (pokrzykiwania, pohukiwania, połajanki, okraszane zwrotami niecenzuralnymi) zaczęła systematycznie wzrastać, ale punktu krytycznego nie przekroczyła. I tak jak w pierwszej odsłonie  dominowali o oldboje Beskidu, tak w drugiej, role odmieniły się – przewaga była teraz po stronie ekipy Sołtysiaków. Do wyrównania jednak nie udało im się doprowadzić, bo raz: w dwustuprocentowej sytuacji „z metra”, fatalnie przestrzelił Rafał Kiszczak, a dwa: w dużym „sztosie” był golkiper Marek Kudłacik (w kilku sytuacjach popisał się fantastycznymi interwencjami!) Ostatni cios, w ostatniej akcji meczu, zadał „Smazik” – przechwyciwszy piłkę na połowie boiska pociągnął z nią odważnie, wymanewrował obrońców, położył bramkarza i z lekkiego kąta wcisnął piłkę do siatki.

Wzniesione po ostatnim gwizdku arbitra, wysoko w górę, ręce beskidowców były dowodem na to jak  wiele wysiłku ,zdrowia i potu  kosztowało ich to zwycięstwo.

PS czasy strzelonych bramek, a co za tym idzie ich chronologię, zawdzięczam uprzejmości pana sędziego Matyjaszka.

8.04.2016

Ultras Kęty – Desperado Team  12:1

Mecz bez większego ładunku emocjonalnego. Dominacja kęckich ultrasów była widoczna od pierwszej do ostatniej minuty meczu i fizycznie została „przyklepana” tuzinem bramek (mogło być ich jeszcze więcej, gdyby „cytrynki’ wykorzystały jeszcze przynajmniej kilka, z kilkunastu, znakomitych sytuacji).

Dla Ultras  strzelali  Mateusz Musiał 3, Grzegorz Michalak 3, Adam Hawro 2, Marcin Jekiełek 2,Wojtek Wilk 1 i Rafał Michalak 1; dla Desperado Team honorowe trafienie zaliczył Andrzej Żebro

Podsumowując: o ile Ultras Kęty planowo zgarnęli punkty i przemieścili się w górne rejony tabeli, o tyle sytuacja Desperado Team jest już nie do pozazdroszczenia – po dwóch kolejkach, zero punktów, kupa straconych bramek, kontuzje.. i skromniutka kadra. Kapitan niebieskich , Tomek Harężlak, zapewne będzie miał o czym myśleć..

Oldboys Niwa – Football Academy Andrychów  3:3

Po  inauguracyjnej klęsce w derbowym pojedynku z Oldboys Beskid,  andrychowscy  akademicy dokonali pewnych korekt w składzie  – do zespołu dołączył „enfant terrible” orlikowem piłki, Damian Jaskólski (ex-Mistrzowie Osiedla, wsławiony dwiema, czerwonymi kartkami pod rząd) oraz „wypożyczony, bezrobotny” Andrzej Sadlik (ex Bajer).

Początek spotkania należał do oldbojów Niwy, którzy grali szybko, dynamicznie, często z wykorzystaniem krótkiej i długiej „klepki”. Football Academy , lekko cofnięte, próbowało znaleźć  receptę na wybicie rywala z niezłego rytmu indywidualnymi wyjściami z własnej połowy (świetne, sytuacje:  Sokołowskiego i Jaskólskiego).                                                                                                                                                                      Dobrą grę nowowiejskie gęsi udokumentowały dwiema bramkami Mariusza Naglika (obie padły w krótkim odstępie czasu i w podobnych okolicznościach – po kontrze, zawodnik Niwy  z prawego rogu „szesnastki”, dolnymi uderzeniami po przekątnej, nie dał najmniejszych szans Sadlikowi). W 18 minucie Damian „Jaski” Jaskólski wyprowadził z własnej połowy szybką kontrę, zagrał piłkę do Seweryna Łysonia, ale ten posłał ją minimalnie obok słupka. W 19 minucie Jaskólski ponownie zainicjował indywidualną akcję i sam ją skończył, jednak tak jak wcześniej kapitan FAA, nie udało mu się piłki umieścić w siatce. Tuż przed gwizdkiem sędziego na przerwę andrychowianie wreszcie dopięli swego –  po kolejnej kontrze Łysoń zagrał futbolówkę do Sokołowskiego, a ten  ładnie  zgasił ją i strzałem z półobrotu odczarował bramkę rywali.

Druga połowa przyniosła sporą zmianę obrazu gry.  Teraz to zespól  Football Academy  zaczął dominować na murawie.  Poprzeczka.. :setka”  („dwusetka”) Jaskólskiego (zamiast do siatki, trafił w obrońcę)..kolejna szansa Łysonia.. wyśmienite  okazje dla andrychowian, goniły jedna drugą. Taka postawa mocno zdenerwowała Sylwestra „Dziadka” Bączka, nie grającego z powodu kontuzji okostnej – popularny „Dziadek”, nie przebierając w słowach, ostro skomentował postawę kolegów: panowie!.. co wy gracie? Stoicie!!! ..na stojąco nic z tego nie będzie..”

Nie na wiele się to zdało, bo choć Mateusz Naglik trafił w słupek, a „zdyszani” niwiarze wyprowadzili kilka ataków (wszystkie  „skasował” dobrze broniący Andrzej Sadlik) to  najpierw, bramkę, na 2:2 strzelił  Łysoń, a chwilę później pięknym uderzeniem trzecie trafienie dla akademików zaliczył Jaskólski.

Do końca meczu  przyjezdni stworzyli sobie jeszcze kilka dogodnych sytuacji do strzelenia goli, ale jak się im nie udało zdobyć chociaż jednego, który pewnie przesądziłby o wyniku, pewnie pozostanie ich słodką tajemnicą.

Niewykorzystane sytuacje – wiemy..wiemy –  mszczą się. W samej końcówce spotkania, w olbrzymim zamieszaniu podbramkowym, piłkę do siatki (w kooperacji z którymś z obrońców FAA), wepchnął  Rafał Fabia i tym samym uratował gęsiom cenny punkt.

Brawa dla zawodników z Football Academy.. brawa za to, że po klęsce  w pierwszym spotkaniu potrafili się szybko podnieść..„zregenerować” i  zagrać naprawdę dobre zawody.

Kojoty – Andrychów FC   2:1

Bezsprzecznie hit kolejki . Pojedynek mistrza ALF trzecią drużyną poprzednich rozgrywek.

Niestety , podobnie jak dzień wcześniej,  piątkowe rozgrywki toczył się także w deszczu , a nawet ulewie i sprzęt – też podobnie jak dzień wcześniej – nie dal rady.. stąd ta relacja klecona jest ze strzępków, wyskrobanych na papierze zdań i tego, co w głowie mi się ostało.

Andrychów FC zagrał z powracającymi do składu: Krzysztofem Wiktorczykiem i Witoldem Młockiem oraz nowym nabytkiem, Adamem Zawiłą (dobrze wprowadził się do zespołu, stado w prawie najmocniejszym zestawie (zabrakło chyba tylko Mateusza Kurca).

Mecz był  od początku szybkim, żywy, obfitującym w  mnóstwo  twardych pojedynków, takich na „pograniczu prawa”, ale  go ogólnie nie przekraczających (w co rusz, zmieniających się konfiguracjach dwójkowych najczęściej przewijali się: Arkadiusz „Aro” Orlicki , Jeremiasz „Jerry” Piesko, Jan Królicki  Witold „Młocu” Młocek, ale i tak najbardziej poszkodowanymi w tym całym „młynie byli filigranowi: Kubacka i Wiktorczyk). Pozostając w temacie dodam jeszcze pomeczową opinię arbitra: „.. owszem, było ostro, twardo,  ale zawodnicy grali w piłkę i myśleli przede wszystkim o niej ..i takie mecze lubię prowadzić”.

W pierwszym połowie meczu sytuacje do zdobycia bramek mieli zarówno andrychowianie jaki kęczanie (by wspomnieć choćby Wiktorczyka który, najpierw, po zakręceniu obrońcami, z bliskiejj odległości trafił prosto w Wróbla, a później kropnął w środek bramki z woleja, dalej, potężne uderzenie Cholewki, słupek Królickiego czy poprzeczkę Orlickiego).

Do przerwy żadnej ze stron nie udało się jednak zdobyć gola (spora  w tym zasługą  bardzo dobrze spisujących się golkiperów: Piotra Wróbla i Grzegorza Bryzka)

W drugich dwudziestu pięciu minutach sytuacji bramkowych było jeszcze więcej.  „Nalef” ponownie przymierzył z dystansu, a Daniel Ferreri z połowy boiska uderzeniem w „okienko”, zmusił Bryzka do sporego wysiłku. W 34 minucie meczu  za niebezpieczną grę (atak na bramkarza kojotów deczko wyprostowaną nogą) żółtą kartkę złapał Młocek,

W 37 minucie groźnie strzelił Gaweł, Bryzek piłkę sparował pod nogi „Ferriego” , ale dobitka tego ostatniego przeszła obok słupka. Próbował też szczęścia, po raz kolejny, waleczny Orlicki , ale i jemu  nie udało się zmusić Bryzka do kapitulacji. W 38 minucie mocnym uderzeniem głową piłkę do siatki skierował Kuba Gaweł, wywołując niesamowity wybuch radości  wśród swoich kolegów. AFC  nie zamierzało jednak pasować.  W 42  minucie na indywidualną akcję zdecydował się wszędobylski  „Kubik”- najpierw  zakręcił z „siatką” obrońcą  przy linii końcowej, a następnie przepchnął piłkę –  znów z „siatką”  – pod bramkarzem; do tak wystawionej jak na tacy,  futbolówki  najszybciej doskoczył Wiktorczyk i umieścił ją w bramce.

1:1 i gdy wydawało się , że tym rezultatem zakończy się to spotkanie, w samej końcówce, kapitalnym, bezpośrednim uderzeniem z rzutu rożnego, popisał się Jan Królicki, zapewniając tym samym kolejne trzy punkty pomarańczowym.

Po zawodach, kapitan AFC, Grzegorz Cholewka stwierdził: „daliśmy z siebie wszystko..ale nie wyszło, bo kojoty są w formie”.

Fakt, są.

ORLIK_ALF

Paweł Kłaput

szczegółowe tabele, wyniki i strzelcy bramek znajdują się na:  www.alf.futbolowo.pl   oraz na stronie ALF  na Facebooku.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Inne, Społeczne, Sportowe i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czas na wpisanie wyniku operacji minął. Proszę przeładować CAPTCHA za pomocą ikonki (strzałki).

*