Relacja z 5. kolejki ALF w Nowej Wsi

ORLIK_ALFZapraszamy do lektury relacji z 5 kolejki Amatorskiej Ligi Futbolowej w Nowej Wsi. Autorem oczywiście jest niezawodny .

5 kolejka

, New Stadium

 

28.04.2016

KCP Team – Włatcy Stadionuf  2:3

Chyba jeszcze nigdy w swojej historii KCP Team nie przystąpiło do meczu  w tak okrojonym składzie („gołą” szóstką  z Mateuszem Błasiakiem między słupkami), a trzeba było się zmierzyć  z włatcami stadionuf, zespołem nieobliczalnym i trudnym w boiskowym współżyciu, który to z w swojej historii –tu wspomogę się informacją z jego „fanpejża” – „na 11 spotkań z muzykami wygrał  tylko raz, jeden raz zremisował, a dziewięciokrotnie przegrał (bilans bramek 25 – 60” i w związku z tym z całą pewnością  pałał chęcią  poprawienia tej mało chlubnej statystyki.

KCP Team chyba zaskoczyło rywali, bo mimo tak skromnego potencjału, wcale nie zamierzało murować bramki i atakować tylko ze słynnej, klepanej kontry. Nie! Muzycy od początku spotkania zagrali wysoko, „kasując” większość poczynań ofensywnych już na połowie rywala ( tym samym odcinając od podań groźnego Pawła  Seratowicza). Wprowadziło to spore zamieszanie w szeregach czerwono-czarnych – przez pierwsze 25 minut nie mieli  oni żadnego sensownego pomysłu na rozgryzienie przeciwnika. Gorzej, bo przeciwnik w  4 minucie  zdobył pierwszą bramkę (po indywidualnej szarży Adriana Majkucińkiego i jego uderzeniu, bramkarz Mateusz Gawęda piłkę sparował, ale przy dobitce Rafała Janosza  już nie dał rady), a  dwie minuty później, niejako w rewanżu, „Janek” dograł futbolówkę do „Majkiego” i ten czubkiem buta umieścił ją w siatce.

W tej odsłonie muzycy mieli jeszcze kilka sytuacji na poprawienie rezultatu – groźne strzały z dystansu  Krzysztofa Chmielniaka, w tym jeden w słupek oraz  „spojenie” Janosza w momencie kiedy KCP Team grał w osłabieniu po żółtej kartce Majkucińskiego. Przy stanie 2:0 muzycy zmienili nieco jednak zmienili taktykę – cofnęli się i postawili na kontrę.

Kotły, jak wcześniej wspomniałem,  grały bez konceptu i – poza Gawędą  – w każdym ogniwie swego „łańcucha pokarmowego” poniżej możliwości co nie oznaczało, że nie próbowały zmienić sytuacji – próbowały.. a jakże! niestety te wysiłki przynosiły zerowy efekt, bo muzycy mądrze grali w obronie, a w bramce  dobrze spisywał się Mateusz Błasiak (co mógł to bronił, a  jak już miał problem, zdawałoby się nie do przeskoczenia, to na drodze piłki zmierzającej do siatki stawały ofiarnie nogi i korpusy obrońców).

Druga połowa zaczęła się od pięknego uderzenia Kamila Boraka  obronionego intuicyjnie ręką przez „Bona” oraz od indywidualnego wypadu Kuby Migdałka (jego techniczny strzał minął słupek na centymetry). W 7 minucie pokazał się wreszcie – i to dwukrotnie – „Serek”  Seratowicz  (najpierw zakręcił obrońcami na linii „szesnastki” i strzelił niecelnie, a w chwilę później, stojąc tyłem do bramki, pięknie przyjął piłkę „na klatę”, obrócił się i uderzył technicznie, też niecelnie).

W 38 minucie  losy meczu mogły się rozstrzygnąć ostatecznie  – Chmielniak  uderzył potężnie z lewej nogi , Gawęda piłkę wybił wprost pod nogi Migdałka , a ex-strzelec wyborowy Orła z dwóch metrów posłał ją obok słupka! Myślę. że gdyby trafił do siatki, włatcy pewnie by się już nie podnieśli, a tak…

W 42 minucie nastąpiło przełamanie wkipy Legienia – „Starszy Kret”, Szymon Makowski, urwał się obrońcom z lewej flanki i technicznym uderzeniem po długim rogu  pokonał „Rybę” (KCP Team niemal zaraz po tej akcji, miało kapitalną okazję na ponowne odskoczenie rywalom, ale po wyjściu kontrą, w przewadze, Borak fatalnie zagrał piłkę do Migdałka).

W 46 minucie, Rafał Makowski czyli Kret Młodszy chyba pozazdrościł gola bratu Szymonowi (Kretowi Starszemu) i uderzył z dystansu, a że zrobił to bardzo precyzyjnie piłka po raz drugi ugrzęzła w siatce muzyków.

W 46 minucie za faul boisko opuścić musiał na 2 minuty defensor Chmielniak i sytuacja KCP Team stała się nie do pozazdroszczenia.

O losach tego dramatycznego pojedynku przesądziła 47 minuta. Wtedy to, po wyjściu z własnej połowy, piłkę przejął Paweł Seratowicz i technicznym uderzeniem w samo ”okienko” pokonał Błasiaka.

W końcówce spotkania, nie mając już nic do stracenia, golkiper „awaryjny”, Mateusz Błasiak, zaczął podchodził bardzo wysoko pod bramkę włatcuf, ale wynik ani drgnął..

KCP Team straciło pierwsze punkty, włatcy odzyskują stracony czas i teren..

Football Academy Andrychów – Mistrzowie Osiedla  4:7

Pojedynek zespołów z dolnych rejonów tabeli, a zarazem kolejne derby Andrychowa. Tradycyjnie już pierwszą bramkę zdobyli akademicy –  po  zagraniu ze skrzydła Daniela Wieczorka na uderzenie z ”pierwszej  piłki” zdecydował się Jakub Sokołowski i futbolówka zatrzepotała w siatce. W chwilę później strzałem z dystansu  postraszył  rywali Seweryn Łysoń.

W 9 minucie padło wyrównanie (Alan Matusiak odważnie pognał z piłką przez pół boiska i wpakował ją w samo „okienko” bramki Mateusza Targosza). Football Academy ponownym prowadzeniem mogło cieszyć się w minucie 14-tej,  kiedy to Łysoń precyzyjnym strzałem wykończył  szybką kontrę.

Dwie ostatnie minuty pierwszej połowy na pewno zapiszą się beniaminkowi w pamięci czarnymi kolorami;  najpierw Matusiak technicznym strzałem z lewej flanki pokonał golkipera FAA, a potem – również z  kontry  – bramkę zdobył Paweł Sołtysiak.

Druga odsłona zaczęła się od dwóch , zdobytych w kilkudziesięciosekundowych odstępach, goli powracającego na New Village Stadium po długiej przerwie, Pawła Matejki. I w tym momencie sytuacja akademików stała się już bardzo  niekomfortowa – narastającą frustrację wzmacniały  dodatkowo niewykorzystane sytuacje (strzał Łysonia, z metra ,w słupek, uderzenie Dawida Drobisza, też w słupek, „bomba” Wieczorka, obok słupka i poprzeczka, Kogoś-Kogo-Nie-Zanotowanego).

W 36 minucie piłkę przechwycił Łysoń i zagrał ją do Jaskólskiego -były napastnik Mistrzów Osiedla bez sentymentów dla byłych kolegów, umieścił futbolówkę w siatce. 5:3 ..ten wynik dawał jeszcze akademikom cień nadziei na odwrócenie losów spotkania. Cień rozpłynął się  w  42 minucie, kiedy to  Alan Matusiak po raz trzeci zmusił bramkarza rywali do wyciągania piłki z siatki. W swoim ostatnim zrywie na jego trafienie,  FAA odpowiedziało golem Jakuba Sokołowskiego i to już był praktycznie koniec .

Chociaż nie … Na cztery minuty przed końcem zawodów , po ładnym rajdzie, Łukasz Kuczkowski posłał piłkę w spojenie słupka z poprzeczką, ale jeszcze w tej samej minucie poprawił  celownik i trafił do bramki.

Oldboys Beskid Andrychów – Niezniszczalni  7:2

Starsi panowie spod Pańskiej Góry  szli dotąd jak burza i tą świetną passę  w potyczce z niezniszczalnymi chcieli podtrzymać.

Zaczęli jednak pechowo – już w 1 minucie meczu kontuzji (skręcenie kostki) uległ najmłodszy oldboj świata i „motor napędowy” andrychowian, Kamil Góral. Dla  beskidowców to była spora strata , ale w konfrontacji z niezniszczalnymi, nie przyniosła istotniejszych skutków. W 5 minucie  golkiper Marek  Kudłacik  przymierzył z dystansu, lot piłki delikatne zmienił Łukasz Smaza i piłka wpadła do bramki. Minutę późnie, technicznym uderzeniem  z dystansu, po „długim rogu”, na 2:0 wynik podniósł Sebastian Pilarski (tego typu uderzenia stają się powoli jego znakiem rozpoznawczym).

W 6 minucie niezniszczalni mogli zdobyć bramkę kontaktową, ale piłka po takim, deczko „bezpłciowym” ( zupełnie niezależne ode mnie, takiego  samego  określenie użył  Kibic Marian),  lobie Amadeusza Pasieki wylądowała na słupku. W 10 minucie z kontrą wyszedł najlepszy napastnik niezniszczalnych, Artur Harat kropnął z biegu, Kudłacik piłkę co prawda sparował, ale  przy dobitce Amadeusza Pasieki nie miał już szans.

Beskid podkręcił tempo  – Smaza  uderzył z dystansu, awaryjny bramkarz rywali , Krzysztof Szumowski był jednak czujny i nie dał się zaskoczyć. W 15 minucie pojawił się pierwszy, nieśmiały zwiastun tego, czego jeszcze w sześcioletniej historii ALF nie widziałem – z kontrą wyszedł duet Smaza – Kopytko – napastnicy wzorcowo położyli bramkarza i zaczęli sobie podawać piłeczkę, jeden do drugiego, drugi do pierwszego, bo wyraźnie nie mogli ustalić, kto ma ostatecznie wepchnąć ją do siatki?  W efekcie piłka po interwencji Szumowskiego, który zdążył się już był  podnieść z murawy  wyszła w pole. W chwilę później tenże sam duet w identycznej sytuacji zrobił kolegom z zespołu ,taką samą (wątpliwej jakości), powtórkę z  rozrywki. Zaraza szybko rozprzestrzeniła się –  Łukasz „Fadromka” Lachendro w stuprocentowej sytuacji posłał piłkę obok słupka, a Książek, w podobnej, w poprzeczkę..W 20 minucie „Fadromka” otrzymał doskonałe, prostopadłe podanie od Pilarskiego, jednak w sytuacji „sam na sam” z bramkarzem niezniszczalnych, trafił w słupek.

W 22 minucie Lachendro już nie pomylił się  – uderzeniem z dystansu nie dał szansy Szumowskiemu i podwyższył wynik na 3:1.

W drugiej połowie spektakl niewykorzystanych sytuacji rozbujał się na dobre.. a jego pierwszoplanowymi postaciami byli: Łukasz Smaza i Krzysztof Kopytko..ale nie tylko oni..

Na szczęście raz za czas piłka schodziła im z nogi i wpadała do bramki (po znakomitym crossie od Pilarskiego „Smazik” przymierzył w krótki róg (choć kto wie, gdzie Łukasz przymierzał?)  i piłka ugrzęzła w siatce. W 32 minucie Smaza kapitalnie  „zawinął” z obrotu, ale Szumowski – równie ż kapitalnie (otrzymał brawa od beskidowców) – strzał obronił.

A później wszystko wróciło na utarte tory – znudzony Marek  Kudłacik  podjął się roli konferansjera i na bieżąco analizował  sytuacje uciekając się nawet do szkolnego oceniania ( „akcja brawo.. brawo bramkarz!” akcja ,,brawo..wykończenie ..dwója” )

W 33 minucie Lachendro uderzył zza „szesnastki” i zdobył bramkę, a że zdaniem Marka  Kudłacika, był to strzał przeciętnej jakości,  „dwója” tym razem dostała się jego vis-a- vis,  Krzysztofowi Szumowskiemu.

 W  35 minucie coraz bardziej  znudzony golkiper oldbojów (dodatkowo poirytowany indolencja strzelecką kolegów) opuścił swoją świątynię, powędrował  „do przodu” i już w pierwszym zetknięciu z piłką był bliski zdobycia bramki (po wrzutce  ze skrzydła ładnie złożył się i uderzył głową w okolicę „spojenia”).Niestety, w następnej akcji, zaraza tocząca w tym meczu oldbojów, dopadła i jego – z metra posłał piłkę nogą trzy piętra nad bramką („dwója!” –  tym razem od organizatora).

W 42 minucie, po katastrofalnym okresie,  odnalazł się wreszcie Kopytko – wykorzystując swoje warunki fizyczne zastawił się, obrócił i strzelił. Wreszcie, bez kombinowania, strzelił i trafił.

W 43 minucie siódmą bramkę dla andrychowian zdobył Leszek Książek. Ostatnie trafienie, takie na osłodę, przypadło jednak Niezniszczalnym – po szybkiej i dynamicznej  kontrze piłkę w siatce andrychowian umieścił Artur Harat.

PS w salonie „fair play” (otwieram takowy!) muszę odnotować postawę kapitana oldbojów, Grzegorza „Kucyka” Mizery, który –kiedyś sam nie taki święty – od dłuższego czasu skutecznie poskramia temperamenty swoich, co bardziej krewkich, kolegów, a w tym meczu wspiął się na wyżyny, bo – nie ma zmiłuj się! – dostało się nawet jednemu z najbardziej spokojnych i ułożonych zawodników,  Leszkowi Książkowi – gdy pomocnikowi Beskidu  po jakiejś mniej udanej akcji niespodziewanie wyrwało się gromkie: „k…. mać!” , kapitan zdyscyplinował go błyskawicznie: „nie klnij Leszek..nie klnij”

I – co znaczy autorytet kapitana! –  Leszek od razu przestał kląć…

29.04.2016

Ultras – Kojoty  5:8

Mocny mecz , bo i drużyny mocne.

Z przyczyn obiektywnych (grali moi klubowi podopieczni) spóźniłem się o 4 minuty i .. 32.. nie!..34 .. sekundy, jednak w sam raz by zza ogrodzenia orlika zobaczyć pierwszą bramkę Daniela Ferreriego dla kojotów.

W 9 minucie, po golu Krzysztofa Michalaka,  był już remis. Taki stan utrzymał  się do minuty jedenastej  czyli do momentu, kiedy Ferreri zagrał z autu półgórną, precyzyjną piłkę do Arka Orlickiego ,  a jego boiskowy ”bliźniak” , jak stał, tak kropnął z pięknego woleja, nie do obrony. W chwilę później  mógł być kolejny remis , ale  po szybkiej kontrze Adama Hawry i Dominika Nycza piłka wylądowała na poprzeczce.

Kto nie ryzykuje ten nie ma! To stare porzekadło sprawdziło się w 14 minucie, kiedy to pomocnik stada, Paweł „Lamba” Puchała zdecydował się uderzyć ze sporego dystansu,  z „pierwszej piłki” (futbolówka  prześlizgnęła się między nogami bramkarza Kamila Pietrasa i wpadła do siatki.

W 21 minucie  niezmordowany „Ferri” wyprowadził  kontrę ze swojej połowy, zagrał piłkę do wychodzącego na pozycję Mateusza Majdy, a Podlesianin, w sytuacji „sam na sam” z bramkarzem, zachował zimną krew i podcinką umieścił ją w siatce. 4:1..trzy bramki przewagi..to już była solidna zaliczka, ale na dwie minuty przed końcem pierwszej odsłony dobre humory kojotów popsuł nieco Mateusz „Żuraw” Musiał, który skutecznie wykończył akcję Krzysztofa Michalaka.

Druga połowa zaczęła się od frontalnego ataku ultrasów. W 28 minucie po indywidualnej akcji Adama Hawry Ferreri omal nie zaliczył samobója (piłka po odbiciu od wewnętrznej strony poprzeczki wyszła w pole). „Fałszywy skrzydłowy” ultrasów w chwilę później znowu groźnie namieszał , a w 28 minucie namieszał  z wymiernym skutkiem – po jego zagraniu z „rogu” Nycz wpakował piłkę do bramki rywali. 4:3 i przy tej klasie zespołów mecz zaczynał się niemal od nowa.

 W 32 minucie po akcji Ferreriego znakomitej sytuacji nie wykorzystał debiutujący w ALF-owym stadzie Tomasz Dudek, ale co tam sytuacja Dudka, w kontekście tego, co przytrafiło się golkiperowi kęczan. Pietrasowi ( Kamil, chcąc wyekspediować piłkę do przodu – czemu nie na aut? – trafił nią w swego kolegę z drużyny, Mateusza Musiała – w efekcie do odbitej od Żurawia” piłki doskoczył „Ferri”  i  bez problemu umieści ł ją w siatce).

Dwubramkowy dystans nie utrzymał się długo. W 35 minucie kapitan stada ,Adrian Pękala, próbując przeciąć lot piłki kopniętej z rzutu wolnego,  wpakował ją do własnej bramki.

5:4.. cytrynki poszły za ciosem – po zagraniu z rzutu rożnego Dominik Nycz z linii „szesnastki”  uderzył z „pierwszej piłki”  i stan meczu znów się wyrównał (obserwatorzy zaczęli  zastanawiać się, czy aby nie powrócił ten fatalny  syndrom kojotów sprzed lat , ale nie.. nie powrócił)

W 41 minucie za rękę w polu karnym arbiter podyktował rzut karny i Ferreri spokojnie go wykorzystał. W 42 minucie po kontrze z Majda znowu katem cytrynek okazał się być Ferreri.

Ostatnia bramkę zdobył defensor Mateusz Kurec (specjalista od wejść na „główkę” i.. wynajdywania chochlików u piszącego relacje)  – „Kalosz, po „agresywnym” zagraniu z rzutu rożnego wszedł na piłkę i – specjalnie dla Mateusza, górnolotnie napiszę, bo jeszcze tak nigdy nie napisałem –  zmieniwszy trajektorię jej lotu wpakował ją do siatki.

Stado w dużej formie, bez dwóch zdań , staje się jednym z najpoważniejszych kandydatów do mistrzowskiej korony.

K3 – FC Andrychów  0:4

Miały być czarne koszule kontra czarne koszule, ale andrychowianie niespodziewanie  zmienili wizerunek i po raz pierwszy wystąpili w niebieskich trykotach.

Mecz rozpoczął się od szybkiej kontry Wacka Farona i rzutu wolnego dla księgarzy (Marcin Sporysz posłał piłkę tuż nad poprzeczką). W 8 minucie uwolnił się od obrońców Witold Młocek i uderzył w poprzeczkę. Między 13, a 20 minutą AFC przeprowadziło zmasowany ostrzał bramki K3, ale ani Jakubowi Strzeżoniowi , ani Grzegorzowi  Cholewce nie udało się pokonać golkipera rywali (w pewnym momencie obaj tak się rozochocili w tym szlachetnym wysiłku, że biedny Michał Wysogląd miał problem z podniesieniem się z murawy i popełnieniem kolejnej interwencji). Z drugiej strony zaskoczyć Grzegorza Bryzka  próbowali: Tomek Kojder (po jego technicznym lobie piłkę z linii bramkowej wybił obrońca) oraz Mariusz Bułaś (oddał potężny strzał z dystansu tyle, że w bramkarza). Do przerwy goli nie doczekaliśmy się , choć mecz – żywy i szybki –  mógł się podobać.

W drugiej odsłonie dynamika gry wzrosła, bo obu zespołom czas zaczął wyraźnie uciekać (Faron wdarł się w pole karne, ale jego strzał został zablokowany, z kolei Cholewka w dobrej sytuacji przeniósł piłkę nad poprzeczką). Powoli wzrastała przewaga andrychowian, nie przenosiło się to jednak na wynik (w zespole mistrza ALF wyraźnie brakowało dwóch „fajterów”: Kubacki i Wiktorczyka,  a poza tym sporą przeszkodą w zawiązaniu akcji był, rozgrywający kolejną znakomitą partię, księgarz Marcin Sporysz).

W  29 minucie nastąpiło przełamanie – Witold Młocek wygrał walkę o górną piłkę z Michałem Wysoglądem (a  nie powinien!) i zgrał ją głową w kierunku bramki, tam dopadł jej Przemysław Stuglik i dopełnił formalności.

W chwilę później czarne koszule mogły wyrównać – groźnie uderzył Jakub Hinz, Bryzek piłkę sparował, .a przy dobitce głową, efektowną robinsonada, wybił futbolówkę na rzut różny.

W 35 minucie  Stuglik , z pięciu metrów, piłkę nad poprzeczką jeszcze przeniósł, ale w samej końcówce spotkania „worek z   się rozwiązał”  – na 2:0 strzelił obrońca Marcin Kaliński (po zagraniu z kornera wszedł odważnie na piłkę i wepchnął ją w „krótki róg”), następnie, z kontry, kapitan Cholewka, a ostatnie trafienie było dziełem Młocka (kropnął z ”pierwszej piłki”).

Ps  nie wiem czy do tego „rozwiązania worka” nie przyczyniła się piłka, bo końcówkę meczu z braku sprzętu (powędrował gdzieś w hektary) rozgrywano..dziecięcą „czwórką”… Aha! panowie krajanie  nie przychodźcie mi po meczu z propozycją składki na nowe piłki, tylko wypożyczajcie je od panów gospodarzy, tak jak ustawa przewiduje (bo nowych piłek..„ piątek”.. ci u nas dostatek!)..:-)

Oldboys Niwa – Desperado Team  6:4

Oba zespoły przystąpiły do gry z mocnym postanowieniem zgarnięcia trzech punktów, stąd walki i sportowego ognia było co nie miara.

W 3 minucie bramkę dla Desperado Team zdobył Paweł Niedziela (przed wielu laty napastnik  Maleckich Kojotów).

Po tej bramce na New Village Stadium pojawił się mały chłopczyk i pokazując palcem piłkę , którą nasi dzielni ligowcy kopali zawzięcie  rzucił do mnie: „proszę pana to jest moja piłka..” i zabrał ją  dużym chłopcom, bo to była jego zabawka, a nie ich.

Na szczęście instytucja gospodarzy cały czas czujnie funkcjonowała i po „wpłaceniu kaucji” za orlikową futbolówkę mecz mógł być kontynuowany. W 8 minucie nowy zawodnik niebieskich, Tomek Bies (znany z występów barwach KCP Team) uderzył minimalnie nad poprzeczką. W odpowiedzi bliski zdobycia bramki był Ireneusz „Dżakobs” Jakubiec – piłka, po jego sprytnej „zakładce” przemknęła tuż obok słupka. W 11 minucie Andrzej Żebro zmarnował „setkę”, a Dawid „Gigi Buffon” Śleziak po swoim charakterystycznym wyjściu (raczej w stylu Chilaverta niż Buffona), głęboko w pole, źle zagrał piłkę i „przyczajony tygrys-ukryty smok” Paweł Niedziela narobił mu trochę strachu.

W 22 minucie kierunek ostro wstrzelonej piłki zmienił Mariusz Naglik i w nowowiejskich derbach mieliśmy remis. Minutę później ten sam zawodnik uderzył z lewej flanki mocno pod poprzeczkę i gęsi objęły prowadzenie. W przedostatniej akcji pierwszej odsłony Andrzej Żebro mógł doprowadzić do remisu- jego mocne uderzenie z dystansu robinsonadą wybronił Śleziak.

Mnie jednak najbardziej  do gustu przypadła akcja „Dziadka” Bączka, po której bramka co prawda nie padła, ale było w niej tyle determinacji..ognia.. i boiskowej zapalczywości, że szkoda gadać więc ..napiszę – Sylwek wystartował na „pełnym gazie” ze swojej połowy, przebiegł ze 40 metrów, oddał  strzał, obroniony przez Tomka Harężlaka i od razu, zaciskając zębiska, na chyba jeszcze większej szybkości wrócił w okolicę swojej „szesnastki”, by wesprzeć kolegów! To się nazywa mieć swoje lata i mieć taki  charakter!)

Druga połowa zaczęła się od wyśmienitej okazji  Desperado Team. Po uderzeniu jednego z napastników, piłkę – już leżąc – wybił „Gigi Buffon” ,a Marek Tlałka, w dobitce z metra, trafił w słupek!

Co nie udało się Tlalce, udało się Biesowi (Tomek, jak za najlepszych czasów, wygrał pojedynek biegowy z Sylwestrem Bączkiem i uderzył celnie w „krótki róg” bramki Niwy).

Przy wyniku 2:2 zaktywizował się pozostający dotąd  nieco w cieniu Rafał Fabia – ex bajerant,  exsolarz i snajper wyśmienity  zaczął energicznie „mieszać w” szesnastce rywali, ale długo nie mógł się  s k u t e c z n i e  wstrzelić. W 32 minucie po raz drugi na listę strzelców wpisał się Paweł Niedziela (ten z Maleckich Kojotów) niebiescy ponownie objęli prowadzenie. W 33 minucie okazało się , że w temacie wstrzelenia się u Rafała Fabii ani drgnęło – przyłożył nogę do piłki uderzonej przez Jakubca i..z metra posła ją wysoko,  „Panu Bogu w okno”.

W 35 minucie z piłką do przodu pognał Dawid Śleziak i niemal z połowy boiska takim niesygnalizowanym,  futsalowym strzałem ze „szpica” zaskoczył Tomka Harężlaka (piłka odbiła się od wewnętrznej części  słupka i wpadła do siatki). Na 4:3 precyzyjnym uderzeniem po „długim słupku” podniósł wynik Mariusz Naglik, po nim, w 43 minucie (wreszcie się wstrzelił !) Rafał Fabi i na koniec, w tejże samej minucie,  Ireneusz Jakubiec.

W ostatniej minucie z rzutu wolnego  do bramki Niwy trafił Tomek Bies i ostatecznie ustalił wynik meczu na 6;4 dla oldbojów Niwy.

Paweł Kłaput

szczegółowe tabele, wyniki i strzelcy bramek znajdują się na:  www.alf.futbolowo.pl   oraz na stronie ALF  na Facebooku.

ORLIK_ALF

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Inne, Społeczne, Sportowe i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Relacja z 5. kolejki ALF w Nowej Wsi

  1. Kibic pisze:

    W 9 minucie padło wyrównanie (Alan Matusiak odważnie pognał z piłką przez pół boiska i wpakował ją w samo „okienko” bramki Mateusza Targosza).

    Wychodzi na to , że Alan strzelił swojemu bramkarzowi, co dało remis…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czas na wpisanie wyniku operacji minął. Proszę przeładować CAPTCHA za pomocą ikonki (strzałki).

*