Relacja z 12. kolejki ALF w Nowej Wsi

ORLIK_ALFPrzedstawiamy relację z 12. kolejki w Nowej Wsi na Orliku. Autorem jest .

12 kolejka ALF – jesienna inauguracja

, New Village Stadium

 

13.08.2015

Andrychów FC – Chłopaki z Ośki  7:3

Lider pojawił się na New Village Stadium  w zrewolucjonizowanym składzie (bez Siwka, Kalińskiego, Młocka ,Kubacki, Gondki i Rupika). Z wiosny  ostali się jedynie: kapitan Grzegorz „Nalef” Cholewka, Jeremiasz „Jerry” Piesko i Krzysztof „Pajek” Wiktorczyk. Reszta? Na ten moment: tabula rasa..

Chłopaki z Ośki też zagrały bez kilku podstawowych zawodników (przede wszystkim jednak bez Kuby Januszyka, który zasilił TS Hejnał ).

W mecz zdecydowanie lepiej weszła załoga kęczan – już w 45 ..sekundzie, z najbliższej odległości, piłkę do siatki wpakował głową Sebastian Blachura. Co prawda w 2 minucie  do remisu doprowadził Jeremiasz Piesko (po przechwycie piłki przez Cholewkę w strefie środkowe boiska, jego odważnym rajdzie i  strzale sparowanym przez bramkarza kęczan wprost pod nogi „Jerrego”), ale w dalszej fazie spotkanie toczyło się pod wyraźne dyktando Chłopaków z Ośki. W 7 minucie, po kontrze Przemka „Baki” Śeziaka, bramkę zdobył Szymon Gałuszka, a w 11, po podobnej akcji, zainicjowanej przez Blachurę, wynik na 3:1 podniósł nowy nabytek z Bajeru, Michał Mroczek. W tym okresie nowy skład AFC prezentował się bardzo mizernie – andrychowianie grali chaotycznie, bez pomysłu i choćby cienia zespołowej współpracy.. ale co ja tam się będę rozwodził i „chłostał” piórem (klawiaturą) zawodników w czarnych trykotach – rzecz krótko i dosadnie podsumował ich kapitan, Grzegorz Cholewka: ”byliśmy zagubieni jak dzieci we mgle..”

A mnie coraz śmielej zaczęła pączkować w głowie myśl, że w końcu znalazł się ktoś, komuś uda się  przełamać hegemonię AFC..

W końcówce pierwszej połowy coś jednak w szeregach lidera ALF drgnęło i Andrychów FC zaczął odzyskiwać teren. Bramki do przerwy nie zdobył ( bardzo dobrze spisywał się między słupkami golkiper Ośki, Patryk Sordyl), ale w drugiej odsłonie i w tym temacie zaczął nadrabiać  zaległości. Sygnał do nadrabiania „straconego czasu” dali  – w 29 minucie – Alan Oboza, który zainicjował akcję zakończoną celnym trafieniem Krzysztofa  Wiktorczyka, oraz – w 31 minucie – aktywny „Nalef”, po którego szarży  i precyzyjnym zgraniu piłkę do siatki posłał debiutanta Bartek  Swakoń. Przewaga „reanimowanego” AFC ciągle wzrastała  i przynosiła kolejne  zdobycze bramkowe autorstwa wyłącznie oryginalnych zawodników AFC czyli: Jermiasza Pieski ( hat trick) i i Grzegorza Cholewki (w bardzo ładny sposób ograł w sytuacji „sam na sam” bramkarza Ośki)

I tak andrychowianie wrócili z dalekiej podróży i kontynuują świetną passę,  Ośka zaś musi poszukać punktów w następnym meczu.

Oldboys Beskid Andrychów – Niezniszczalni  6:2

Beskid  dotarł na mecz całkiem sporą ekipą, z kilku gwiazdami, które grały we wcześniejszych edycjach Ligi. Niezniszczalni stawili się w tradycyjnym, „żelaznym” zestawie, wzmocnionym „bramkarskim obieżyświatem”, Kamilem Leśniakiem.

Początek meczu był w miarę wyrównany, ale wraz z upływem czasu przewaga doświadczonych oldbojów zaczęła systematycznie wzrastać. W 10 minucie po strzale z rzutu wolnego, piłką oberwał Łukasz Smaza, a że ta przy okazji skręciła i wpadła obok zaskoczonego Leśniaka do siatki, „Smazik” jako pierwszy wpisał się na listę strzelców. Rozochocony  napastnik Beskidu nie poprzestał na tym trochę przypadkowym wyczynie i najpierw pięknym technicznym uderzeniem niemal z połowy boiska pokonał Leśniaka, a w chwilę później, po przechwycie, dynamicznej akcji i kąśliwej akcji, po raz trzeci umieścił piłkę w siatce rywali.  Do 17 minuty mecz pozostawał pod pełną kontrolą prezesów, ale właśnie w tej minucie awaryjny bramkarz (awaryjny? on już chyba wrósł na dobre w tą ”prowizorkę”) Leszek Książek popełnił spory błąd – nie docenił determinacji szarżującego kapitana Niezniszczalnych, Krzysztofa Szumowskiego i spóźniwszy się z wybiciem piłki „nabił” go.. Zdobyta wtak kuriozalnych okolicznościach bramka wyraźnie uskrzydliła miejscowych i mecz w końcówce pierwszej połowy ożywił się, a nawet zaostrzył ( żółta kartka dla Józefa Ryłki)

Początek drugiej odsłony też przebiegał pod znakiem „iskrzenia”(Paweł Śmiłek, napastnik andrychowian,  po jednej z ostrzejszych interwencji obrońcy Adriana „Bryzy” Bryzka głośno i z lekkim podziwem skwitował sytuację: „twardo grają chłopaki..nie cofną nogi..”), ale w chwilę później dwie  bramki tegoż Pawła Śmiłka (znakomity powrót do ALF po kilku latach nieobecności!), zdobyte uderzeniami z dystansu, mocno ostudziły zapał i agresję niebiesko-czarnych.

Od tego momentu starsi panowie spod Pańskiej Góry zaczęli grać ekonomicznie i bezpiecznie dla zdrowia –  a na to nie ma lepszej rzeczy jak piłkarski „dziadek”. Mega-dziadek, na całym boisku. W końcówce udało im się jeszcze , tak przy okazji, zdobyć szóstego gola po ładnej, szybkiej akcji „z klepki” w wykonaniu Śmiłka, Smazy i kończącego rzecz celnym uderzeniem, Janusza „Balona” Cholewy.

Walczącą  do końca ekipę Krzysztofa Szumowskiego spotkała skromna nagroda –  zdobyli drugą bramkę po strzale Łukasza Bułasia.

 

Ultras Kęty – Mistrzowie Osiedla  5:5

W drugiej minucie meczu Wojtek Wilk z autu, na wysokości pola karnego rywali, zagrał przedziwnie piłkę do tyłu – ultrasom wydawało sie, że nie wyszła na boisko więc nie ruszyli do niej. Ruszyli za to osiedlowcy i przechwyciwszy ją na połowie kęczan,  znaleźli się w fantastycznej sytuacji 3:1, której – to jest dopiero heca – nie raczyli wykorzystać!.. Jak się okazało, ta kuriozalna, a nawet komiczna sytuacja z drugiej minuty była tylko skromną przygrywką do jeszcze bardziej kuriozalnych sytuacji  w dalszej części spotkania.

W trzeciej minucie Dominik Nycz uwolnił się spod opieki rywali i huknął nie do obrony. Mistrzowie Osiedla, w chwilę później,, po technicznym uderzeniu Pawła Matejki doprowadzili do remisu, ale riposta żółto-czerwonych była natychmiastowa –  dwójkową kontrę Nycz-Hawro na bramkę zamienił ten ostatni.

Kolejny gol był trafieniem samobójczym (cała akcja umknęła mojej uwadze, ale ponoć rolę główna przypisać można Bartkowi Bujarkowi , który tak niefortunnie „nastrzelił” któregoś z kolegów, że odbita od niego futbolówka wpadła do siatki). W 20 minucie ultrasi mieli sytuację, która powinna im się śnić do końca świata, a Wojtkowi Wilkowi I Przemkowi „Krzywekmu” Krzywdziakowi o jeden dzień dłużej (Wojtek z dwóch metrów na tzw. „pustą” bramkę  trafił w słupek, a dobitka „Krzywego”, też na tzw. „pustą” bramkę, ale z bardziej wymagające odległości trzech metrów, poszła obok słupka). Życie nie znosi próżni, futbol tym bardziej. W 22 minucie najlepszy w szeregach osiedlowców.  Matejko strzałem z dystansu dał swojemu zespołowi prowadzenie 3:2.

Druga połowa zaczęła się od dwóch wybornych sytuacji kęczan –  w pierwszej Nycz posłał piłkę z bliskiej odległości tuż obok słupka, w drugiej duet Herzyk-Bujarek zmarnował „setkę” w podobnych okolicznościach.

Trzeba jednak obiektywnie przyznać, że mimo ewidentnej indolencji strzeleckiej kęczanie nie mieli też  farta – atakowali, rozgrywali zupełnie niezłe akcje, ale piłka, jak zaczarowana, omijała bramkę, a jak już trafiała w jej światło to padała łupem znakomicie dysponowanego Rafała Kiszczaka.

Beniaminek Ligi, w tym fragmencie gry nastawił się  wybitnie na kontrę i po jednej z nich mógł odskoczyć kęczanom na dwa „oczka”. Mógł, ale nie odskoczył, bo.. – niech żyje egoizm! –  gdy jeden z osiedlowców, pędząc z piłką znalazł się w sytuacji „sam na sam” z golkiperem rywali, naraz – ni stad ni z owąd – w paradę wpakował mu się inny, nad wyraz pazerny kolega-osiedlowiec i wygarnąwszy mu piłkę z buta fatalnie przestrzelił!

W 40 minucie Krzysztof Sołtysiak zdobył czwartą bramkę i andrychowianie zaczęli się powoli witać z przysłowiowa „gąską”, ale – hola! hola! – na NVS gra się do ostatniej minuty, a już w konfrontacji z wyjadaczami z Ultras Kęty, absolutnie do ostatniej! W 41 minucie kontaktowa bramkę strzelił Hawro, a chwilę później  Wilk doprowadził do remisu. 4:4 Na dwie minuty przed końcem andrychowianie jeszcze raz wyszli na prowadzenie po samobójczym trafieniu ultrasów. Do remisu niemal od razu mógł doprowadzić Michał Karkoszka, ale jego też dopadł wirus niemocy strzeleckiej –  z dwóch metrów trafił w bramkarza, a w dobitce posłał piłkę obok słupka!

Na szczęście odporny na paskudną infekcję okazał się być Adam Hawro – po rzucie wolnym, egzekwowanym przez kęczan, pierwszy dopadł „wyplutą” przez golkipera futbolówkę i mocnym uderzeniem z linii „szesnastki” zapewnił swojemu zespołowi remis.

 

14.08.2015

KCP Team – Desperado Team     (odbędzie się winnym terminie)

Kojoty – K3  7:4

Było to twarde i dobre spotkanie. Bez błysku, ale zagrane z zębem. Pierwsze pięć minut należało do stada, a konkretniej do Daniela Ferreriego, który dwukrotnie pokonał Michała Wysogląda (na jego bramki księgarze odpowiedzieli trafieniem Wacka Farona, który wygrał ostre starcie z Piotrkiem Wróblem). W 15 minucie na listę strzelców mógł się wpisać powracający do grania  po półrocznym ożenku, Kuba Gaweł, ale piłka po jego strzale trafiła w „wewnętrzną” poprzeczkę i wyszła „w pole”.  W 16 minucie „bezpańską” piłkę w polu karnym przejął  (i przyjął ładnie prostym podbiciem) Faron, przymierzył spokojnie w długi róg i było 2:2.  Czarne koszule mogły  wyjść na prowadzenie, ale ich nowy nabytek, Maciek Długosz  zmarnował  dobra, dwójkową kontrę. Na cztery minuty przed końcem pierwszej odsłony skontrowały kojoty i poszło im zdecydowanie lepiej – gola na 3:2 zdobył Mateusz Majda. Gra w tym okresie zaostrzyła się, a najbardziej odczuł to Tomek „Łidżet” Kojder, który znany jest z tego , że lubi grać w „kontakcie” i nogi nie odstawi (filigranowy napastnik K3 kilka razy poczuł boleśnie bezpośredni kontakt kojotów).

W 25 minucie Gaweł otrzymał crossowe podanie z głębi pola, zgasił piłkę na klatce piersiowej i uderzył z woleja nie do obrony (to już była akcja z stylu „starego” Gawła!)

Tuż po przerwie Kuba dołożył kolejne trafienie i stado odskoczyło na bezpieczny dystans. W dalszej fazie spotkania szczęścia próbowali Piotrek Gwoźdź i Jan Królicki, al. Ich strzały mijały bramkę.

W 34 minucie Jakub Hinz znalazł się w sytuacji „sam na sam’ z Wróblem i sprytnie, szpicem buta, przeniósł piłkę nad interweniującym bramkarzem kojotów. Dwie następne bramki  były już autorstwa kojotów – Mateusz Majda strzelił gola po przebojowym rajdzie , a Jan Królicki po szarży z lewej flanki.

Najładniejsza jednak była ostatnia bramka  meczu – Wacek Faron leżąc na ziemi, w kontakcie z interweniującym obrońcą, trafił w samo „okienko”! Brawo!

Kojoty, po bezpłciowej końcówce poprzedniego sezonu, wreszcie drgnęły i odżyły, księgarze z kolei, bez Piotrka Mąsiora, będą musieli w następnych pojedynkach „wspinać się na wyżyny”, ale – jak widzę – determinacji i charakteru im nie brakuje.

 

Bajer – Włatcy Stadionuf  16:2

Włatcom Stadionuf wiosenna runda, a maj szczególnie, długo odbijał się  męczącą czkawką. Aż do dzisiaj . Do meczu z Bajerem. Bo w nim  ekipa Legienia wreszcie w nad wyraz spektakularnym stylu zrekompensowała sobie  dotychczasowe niepowodzenia i frustracje. Ostre strzelanie, bo co tu ukrywać .. nagłówek nie kłamie!..  to było ostre – naprawdę ostre – strzelanie, rozpoczął  w 6 minucie, uderzeniem z „szesnastki”, Wojtek Zacny, następnie na listę strzelców wpisał się Mateusz „Kicek” Królicki, dalej..kończący przygodę z kotłami, Kamil Gibas i   ponownie Królicki. 4:0 po pierwszym kwadransie i tak dla oddechu mały przerywnik ze strony przeciwnika –  Robert „Kipet” Szłapa ładnie przymierzył z dystansu, ale  trafił w słupek.

Włatcy nie zamierzali zwalniać tempa,  a że tego wieczoru wychodziło im niemal wszystko  bolesne rozstrzeliwanie bajerantów trwała dalej. Piątego i szóstego gola zdobył Paweł „Serek” Seratowicz (oba w podobnych okolicznościach, po prostopadłym podaniu od partnerów). Przy bramce  numer 7 obrona Bajeru została rozklepana w dziecinny wręcz sposób przez trio Seratowicz-Królicki-Mateusz Klęczar (bramka Klęczara). W chwilę później, po zagraniu z rzutu rożnego, na uderzenie z pierwszej piłki zdecydował się kapitan kotłów, Artur Legień i – jakże by inaczej  – bez najmniejszego problemu trafił do siatki na 8:0. Także po zagraniu z kornera – kolejne „oczko” dołożył Mateusz Królicki, a snajperski festiwal, za sprawą Kamila Gibasa zatrzymał się na liczbie „10”.

Drugą połowa zaczęła się od rachitycznego promyczka nadziei dla Bajeru. Oto bowiem Arek Brońka przedarł się lewą flanką i zaskoczył Mateusza „Bono” Gawędę sprytnym, niesygnalizowanym uderzeniem (stracona bramka osłabiła ewidentnie morale włatcuf, bo przez najbliższe 4 minuty nie byli w stanie się podnieść i strzelić kolejnego gola). Ten impas przerwał dopiero w 32 minucie Seratowicz, zdobywając jedenastą bramkę.

WIdmo utraty „tuzinka”  wprowadziło zawodników Bajeru w trzeci stopień nerwowości- okrzyki, pretensje, wzajemne pohukiwania i hasła niecenzuralne wzmogły się, doszło też do dramatycznych roszad w ustawieniu – obrońca Edward Mas zastąpił golkipera Andrzeja Sadlika w bramce, a golkiper Andrzej Sadlik obrońcę Edwarda Masa w ”polu” i to jeszcze na „szpicy” (tylko Jan Bogacz nie poddał się presji i niewzruszony, jak się „kiwał” na początku meczu, tak się i „kiwał” pod jego koniec –  z reguły bezproduktywnie).

„Tuzinek” padł w 33 minucie – golkiper Bajeru Edward Mas zagrał piłkę z autu, wprost pod nogi kotła Szymona Makowskiego i powracający z wypożyczenia do Deserado Team zawodnik zaliczył pierwsze trafienie dla macierzystej formacji, Edward Mas zaś asystę.

W końcówce spotkania władcy strzelili jeszcze cztery bramki (Zacny, Gibas, Legień i.. Mateusz „Bono” Gawęda;  ta ostatnia bramka mogła się szczególnie podobać, bo padła po wybiciu piłki przez golkipera włatcuf z własnego pola karnego).

Na otarcie łez bajerantom pozostało ładne trafienie Marcina  Bloka (rozgrywający  wrócił do składu po długiej przerwie spowodowanej groźna kontuzją).

Włatcy, trudno się dziwić,  w euforii..a  bajeranci? Twardzi są.. wróci Żurek, wróci Gąsiorek..wróci Fabia..pozbierają się i znowu  powalczą.

Paweł Kłaput

szczegółowe tabele, wyniki i strzelcy bramek znajdują się na:  www.alf.futbolowo.pl

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Inne, Społeczne, Sportowe i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czas na wpisanie wyniku operacji minął. Proszę przeładować CAPTCHA za pomocą ikonki (strzałki).

*