ALF po 10. kolejce – RELACJA i TABELA

Zapraszamy do przeczytania relacji po 10. kolejce w Nowej Wsi.

 

 

 

6.06.2012

KCP Team – Ultras Kęty 3 : 6

Od pierwszej minuty i jedni i drudzy próbowali narzucić rywalom swój styl grania, ale i jednym i drugim wychodziło to średnio, obserwowaliśmy więc wyrównaną walkę głównie w środkowej strefie boiska, bez czyjejkolwiek dominacji. Z upływem minut można było jednak zauważyć, że do tej „anarchii”, czy może lepiej „dyskomfortu” taktycznego, lepiej przystosowali się ultrasi; to oni częściej byli przy piłce i oni stwarzali sobie więcej klarownych sytuacji strzeleckich (zawodnikom KCP Team w pierwszej połowie praktycznie ani razu nie udało się przeprowadzić słynnego szybkiego ataku z „z klepki”). Co prawda kęczanie, pierwszej „setki”, gdzieś w okolicach 10 minuty, jeszcze nie wykorzystali, ale następną – już tak. W niedługim odstępie czasu zdobyli drugą bramka i muzycy znaleźli się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Do końca meczu pozostawało jednak sporo czasu, KCP zatem spokojnie podniosło się i strzeliło, najpierw bramkę kontaktową, a potem wyrównującą – i gdy oba zespoły myślami były już w szatni, ultrasi ponownie zaatakowali i zdobyli trzeciego gola. Druga odsłona zaczęła się dla mistrza ALF wprost idealnie; bardzo szybko zdobyta bramka i remis 3:3. KCP Team – wydawać się mogło -wracało do gry i wtedy to nastąpiły, moim zdaniem, dwa, kluczowe dla tego meczu momenty. Pierwszym był ten, w którym Tomek Bies otrzymawszy z głębi pola doskonałe prostopadłe podanie od – bodaj – Marcina Janosza, poszedł z piłką „sam na sam” z bramkarzem ultrasów, ale szansy nie wykorzystał. Drugi, gdy Michałowi Pietrzykowskiemu puściły nerwy i za krytykowanie orzeczeń sędziego otrzymał czerwoną kartkę. Po tym szanse muzyków na ugranie dobrego wyniku zmalały bardzo wyraźnie.. Swoistym podsumowaniem tego co od tej chwili zaczęło się dziać na boisku była piąta bramka ultrasów, zdobyta po kilku szybkich podaniach na jeden kontakt, czyli po czymś, co zawsze kojarzyło się z.. KCP Team. Wtedy to mnie i obserwującemu mecz wraz ze mną, byłemu graczowi muzyków Damianowi Pałamarczukowi, niemal równocześnie wyrwało się z gardła: „oj.. w tej akcji rozklepali chłopaków z KCP, tak jak dotychczas oni rozklepywali innych..”

W Ultras Kęty wyróżnił się świetnie dysponowany Mateusz Gębołyś (łatwo uwalniał się spod opieki rywali i strzelał bramki) oraz rekonwalescent Adam Hawro, w KCP Team: Marcin Janosz.

D-Formacja – Bajer 1 : 4

Bajeru z D-Formacją zaczynają obrastać niedobrą legendą. Wielu zapewne pamięta sławetny pojedynek z poprzedniego sezonu. W dosłownym tych słów znaczeniu: i s ł a w e t n y i p o j e d y n e k . W tej konfrontacji też iskrzyło, chociaż nie od razu. Pierwsze 20 minut to zupełnie znośna atmosfera; piłkarze obu drużyn grali twardo, ostro, ale w ramach przepisów. Problemy zaczęły się pod koniec pierwszej połowy po kontrowersyjnej „akcji” z 22 minuty. Wtedy to rosły obrońca wojowników, Marek Kubala wystartował do toczącej się wzdłuż linii bocznej piłki – ramię w ramię, bark w bark – ze zdecydowanie mniej rosłym Kamilem „Raulem” Borakiem, a ponieważ żaden z nich nie zamierzał odpuścić i „ustąpić pola”, doszło do kolizji; mniej rosły czyli „Raul” zaliczył w konsekwencji groźny kontakt z siatką ogrodzenia (niezbędną okazała się interwencja lekarska i założenie kilku szwów na rozbitą głowę). Ten – w sumie przypadkowy – incydent niepotrzebnie podniósł temperaturę i zaostrzył grę do samego końca meczu. Dosłownie, bo w ostatniej akcji czerwone kartoniki ujrzeli Tomasz „Fułek” Majdoń z D-Formacji oraz Andrzej Sadlik z Bajeru.

Na koniec coś o sportowym aspekcie. Bajer pewnie i nadspodziewanie wysoko wygrał z wojownikami 4:0.

Czarna Mamba – Los Kojotos 4 : 7

Sensacja? Pewnie tak, ale nie do końca. Kto jest na bieżąco z ALF-em, ten wie, że studenci na boisku przejawiają często dość schizofreniczną postawę; znakomite mecz przeplatają przeciętnymi czy nawet kiepskimi (tym razem było przeciętnie), z drugiej strony zaś kojoty – z wracającymi do gry Mariuszem Pyką i dawno nie oglądanym na NVS Pawłem „Bulim” Nowakiem – prezentują coraz lepszą dyspozycję (zwyżkę formy zasygnalizowały już w meczu z oldbojami) i bogatszą kadrę. Czarna Mamba spotkanie rozpoczęła z rezerwowym, ale sytuacja szybko zmusiła ją do grania i męczenia się jedną, podstawową „szóstką”, bowiem „awarii” uległ Amadeusz Pasieka, a konkretniej jego dwugłowy uda. Iwan Polakow, jak to ostatnimi czasy bywało, podrywał kolegów do walki (w tym celu tradycyjnie już ściągnął wierzchnią bluzę i grał w ..podkoszulku), ale na jego wizualizowany apel odpowiedział tylko Paweł „Benek” Adamus (całkiem dobrze radził sobie na nietypowej dla niego pozycji łącznika między przodem, a tyłami). Reszta dalej grała dość zachowawczo i bez przekonania. Ostatecznie to niezłe spotkanie zakończyło się zwycięstwem Los Kojotos 7:4, a końcowy sukces stado zawdzięcza przede wszystkim mocnej linii „pomocy” (Adamus-Świątek-Nowak), która zdominowała środkową strefę boiska.

Wyróżnienia? W Los Kojotos dla Sławka Adamusa, Darka Świątka oraz aktywnego Pawła „Przyczajonego Tygrysa-Ukrytego Smoka” Niedzieli ; w Czarnej Mambie dla Iwana Polakowa i Pawła „Benka” Adamusa.

7.06.2012

Oldboje – Streed Squad 4 : 4

Bez Polaka, Ryłki, Skupnia, Wątroby i G.Mizery przystąpili do gry z ulicznikami oldboje, a to oznaczało, że ich słynne granie na dwie piątki po raz pierwszy posypało się. Mimo tego pasy przez większą część spotkania miały przewagą techniczną, taktyczną i antycypacyjną, udokumentowaną czterema bramkami – szczególnej urody był gol nr 4 autorstwa Sławka Zawady, który w kategorii: „najładniejsza techniczna bramka sezonu” miałby duże szanse na wygraną (rosły napastnik pasów z niewygodnej pozycji boku boiska, w asyście rywali, uderzył piłkę niesamowitym lobem, tuż nad rozpaczliwie interweniującym bramkarzem Streed Squad).Bramek mogło być zresztą więcej , ale wielokrotnie w sytuacjach sam na sam znakomicie spisywał się – właśnie – nestor uliczników, Wiesiek Wrzeszcz i to jemu w pierwszej kolejności koledzy z zespołu mogą zawdzięczać to, że przy stanie 1:4 nie wszystko okazało się być jeszcze stracone. Na kwadrans przed końcem meczu Streed Squad wykorzystali rzut karny za rękę, nie był to jednak moment zwrotny meczu (przy 2:4 wszystko nadal pozostawało pod kontrolą pasów). Momentem zwrotnym było katastrofalne gapiostwo.. obrońców i bramkarza oldbojów w następnej sytuacji, przy rzucie rożnym. Uderzona prosto, lekko, bez specjalnej rotacji, piłka minęła wszystkich wyżej wymienionych (stali jak zaczarowani!) i .. wpadła (wtoczyła się) do bramki! 4:3 to już było to. To już był kontakt! To mogło wyzwolić w ulicznikach dodatkowy zapas sił, dodatkową energię i wiarę, że jeszcze warto szarpnąć. I wyzwoliło. Wyraźnie zmęczeni weterani próbowali bronili wyniku, a nawet kontrować, ale nie udało się. Zdobyta rzutem na taśmę czwarta bramka zapewniła ulicznikom cenny, wywalczony niesamowitą „krwawicą”, remis.

Najlepsi w pasach: Zygmunt Mizera, Łukasz Lachendro i Sebastian Pilarski; w Streed Squad Wiesiek Wrzeszcz (mecz życia?) oraz Marek Włodarczyk, Przemek Sroczyński i Łukasz Kruk. G

Gluty z Kalkuty – FC Sąsiedzi 6:1

Sąsiedzi pierwsi strzelili bramkę, ale ich radość nie trwała długo. Dysponujące zdecydowanie mocniejszym potencjałem piłkarskim gluty szybko doprowadziły do remisu, ..a potem, systematycznie zwiększając swoją przewagę w polu, wbiły przeciwnikowi jeszcze 5 goli. FCS, kierownik i zastępca kierownika (tak! tak! objawiła się ostatnio też i taka persona) tym razem porażki jakoś specjalnie nie przeżywali (przypominam: sąsiedzi ciągle grają bez swoich asów: Wardy i Klimcy!), bo dwanaście punktów na koncie po rundzie to zdobycz, o której do niedawna mogli tyko marzyć.

W zespole Glutów z Kalkuty wyróżnili się: zdobywca 3 bramek, Patryk Korczyk (po kontuzji chyba nie ma już śladu!) oraz wszędobylski Rafał Makowski w FCS Marcin „Misiu” Matusiak.

10.06.2012

Włatcy Stadionuf – Streed Squad 4 : 5 (mecz zaległy)

Bardzo zacięte i dramatyczne widowisko. Wystarczy przytoczyć dwie sytuacje z drugiej połowy; pierwsza pod bramką uliczników, kiedy to po rzucie rożnym, strącona przez ich obrońcę piłka, uderza w wewnętrzną część słupka, odbija się od niego i już – wydaje się – wychodzi w pole, ale nie wychodzi, bo trafia w zmierzającego ku niej golkipera i ..osiada łagodnie w samym rogu bramki (Wiesiu Wrzeszcz jest zdruzgotany) oraz – tak dla równowagi – druga sytuacja po przeciwnej stronie: końcówka meczu..wynik 4:4..plątająca przez pewien czas bezpańsko, w totalnym zamieszaniu, w gąszczu nóg i..kiksów, piłka odbija się od pleców leżącego bramkarza i mimo jego rozpaczliwej próby wygarnięcia jej rękoma w pole, przekracza linię bramkową..minimalnie, ale jednak przekracza (ten kontrowersyjny gol, dający ostatecznie jednobramkowe zwycięstwo streedsquadowcom wyzwolił – bardzo, ale to bardzo dynamiczny – protest włatcuf, a kapitana Legienia i „Kojota” Gębołysia szczególnie; na całe szczęście po meczu, gdy emocje już nieco opadły w/w zawodnicy przedyskutowali sobie cały epizod z panem sędzią). Co jeszcze można powiedzieć o tym meczu? Na pewno nie było to spotkanie dla smakoszy technicznych fajerwerków czy innych wyrafinowanych zagrywek, ale miało za to coś innego: niesamowity ładunek energii i zaangażowania.

Wyróżnienia? Dla gracza nr 1 meczu Marka Włodarczyka – jak to powiedział jeden z włatcuf: „chłopa co robił różnicę”, a także dla Łukasza Kruka i Łukasza Kijasa (za wspaniałą bramkę z woleja), w zespole Włatcuf Stadionuf dla rekonwalescenta Rafała Ramendy ( wprowadził w szeregi włatcuf sporo ożywczego fermentu) oraz Artura Legienia i Tomasza „Kojota” Gębołysia – za walkę do końca.


 

 

Paweł Kłaput, Artur Legień
Zdjęcia: Kinga Januszyk

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Inne, Społeczne, Sportowe i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Czas na wpisanie wyniku operacji minął. Proszę przeładować CAPTCHA za pomocą ikonki (strzałki).

*